Skrzypi wóz-podkład.mp3. AvadeGryMuzykaFilmy / MUZYKA / BOŻONARODZENIOWE / Skrzypi wóz-podkład.mp3. The media could not be loaded, either because the server or network failed or because the format is not supported. Download: Skrzypi wóz-podkład.mp3. 31 Przyszła Pani wiosna .mp3. 32 Przyszła Pani wiosna - podkł .mp3. Plik 24 Gdy leżę na plaży podkł.mp3 na koncie użytkownika piotrus87 • folder kl 2 sem 2 • Data dodania: 22 kwi 2020. Plik 12 Na pierwszy znak podkład.mp3 na koncie użytkownika tomaz8585 • folder Wygraj sukces i FUMA • Data dodania: 24 kwi 2015 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Plik gdy Śliczna panna podkład.mp3 na koncie użytkownika Igorx987 • folder podkłady muzyczne • Data dodania: 27 lis 2012 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. . Adam Willma Każdy z instrumentów używanych przez Fryderyka Chopina jest dziś skarbem i atrakcją turystyczną. Czy należą do nich organy w kościele w Oborach? To były nadzwyczajne wakacje. Bez nich historia muzyki wyglądałaby trochę inaczej. A bez wątpienia inny byłby zestaw utworów w Konkursie Chopinowskim, bo to właśnie w Szafarni Chopin zetknął się z kulturą prostego ludu. Jak małpa na niedźwiedziu Fryderyk miał 14 lat, Dominik Dziewanowski, nazwany przez Chopina Domusiem był o rok młodszy. Pochodzący z zacnej rodziny Dziewanowskich Dominik dwa lata wcześniej wysłany został przez rodziców do Liceum Warszawskiego. Jedenastoletniemu Dziewanowskiemu wikt i opierunek zapewniła wówczas rodzina Chopinów. Dziewanowscy nie byli Chopinom obcy – wiele lat wcześniej ojciec Fryderyka pracował w ich majątku jako guwerner. Ale teraz mamy rok 1824. Fryderyk, który nie miał serca do przedmiotów ścisłych, tego roku nadrobił zaległości do tego stopnia, że wyróżniony został nagrodą szkolną. W nagrodę rodzice posłali go na wakacje do majątku rodziców Dominika. Tu, uchodzący już za cudowne dziecko Fryderyk, miał się nawdychać świeżego powietrza i przybrać na wadze pod okiem starszej siostry – Ludwiki. Nigdy wcześniej Fryderyk nie był tak długo na wsi. Teraz odłożył książki i – o zgrozo – zaniedbał nawet ćwiczenia na fortepianie. Wchłonął go ten świat. Próbował wszystkiego łącznie z jazdą konną: „Nie pytaj czy dobrze, ale umiem przynajmniej tak, że koń powoli, gdzie chce, idzie, a ja jak małpa na niedźwiedziu na nim siedzę” - pisał do szkolnego puszcza zefiry Z Dominikiem mógł włóczyć się słuchając śpiewu wiejskich kobiet, a nawet uczestniczyć w wiejskich zabawach w listy były zbyt nudną formą, rodzicom wysyłał własnoręcznie pisaną gazetę rozpisaną na wzór „Kuriera Warszawskiego”. Relacje z „Kuriera Szafarskiego” potwierdzają wrodzoną skłonność do dowcipkowania, z której znany był w szkole. Mnóstwo tu dowcipnych informacji o wiejskiej codzienności, w której porwanie dwóch gęsi przez lisa albo zbicie butelki z sokiem przez kota, zyskuje rangę sensacji. Wakacje u Dziewanowskich były również pretekstem do podróży. Do Nieszawy, gdzie przykuła uwagę Chopina pięknie śpiewająca dziewczyna (dał jej 3 grosze, żeby piosenkę zanotować). Do Golubia, w którym zwiedził zamek („między innymi szczegółami zagranicznymi widział Świnię zagraniczną” - odnotowuje „Kurierze Szafarski”). A nawet Torunia, w którym młody muzyk objadał się piernikami, podziwiał gotyckie kościoły i dom Kopernika (w pokoju, w którym jakoby urodził się Kopernik mieszkał pewien Niemiec „który pewno objadłszy się kartofli, nieraz dość częste puszcza zefiry”). Wśród miejsc, które odwiedził bez wątpienia był też klasztor w Oborach, na który łożyły całe pokolenia Dziewanowskich. O klasztorze z właściwym sobie poczuciem humoru wspomina w „Kurierze Szafarskim”: „Pewien obywatel w okolicy chciał czytać Monitora. Wysłał więc służącego do Xsięży Karmelitów w Oborach, prosząc o pismo periodyczne. Służący, w życiu o piśmie periodycznym nie słysząc, przekręcił wyraz i pytał o pismo hemoroidyczne”. Chopin sfałszowany Goszcząc u karmelitów w 1924 roku Chopin grał na kościelnych organach. Zapewne przyjechał tu z Dominikiem, który poruszał miechem, żeby z piszczałek wydobył się głos. Czyżby zatem organy w Oborach znajdowały się w gronie oryginalnych instrumentów, z których korzystał jeden z największych muzyków w historii? Te pozostałe strzeżone są dziś jak skarby. Nic dziwnego – od lat przyciągają masy turystów. Niestety nie wiadomo, co stało się z fortepianem, który stał w domu Dziewanowskich. Do dziś pozostało natomiast kilka innych fortepianów z certyfikatem dotknięcia ręki mistrza. Najstarszy znajduje się w Żelazowej Woli. Wygląda dziwacznie, ponieważ ma pionową konstrukcję, stąd nazywany jest żyrafą. Drugi ulokowano w Muzeum Chopina w Warszawie. Fortepian konstrukcji Pleyela pochodzi paryskiego mieszkania Chopina. Kompozytor grał na nim przez ostatnie dwa lata życia. Oryginałem jest również pleyel eksponowany jest w Muzeum Muzyki w Paryżu. Z każdą dekadą rośnie liczba „chopinowskich” fortepianów. W 2007 roku prasę brytyjską zelektryzowała informacja o odnalezieniu fortepianu, z którym Fryderyk podróżował podczas pobytu na wyspach. Niestety – przedwcześnie, bo – jak wykazały szczegółowe badania - egzemplarza tego nigdy nie dotykały dłonie mistrza. Trzy lata później skandal wybuchł w Krakowie. Wyszło na jaw, że instrument eksponowany z Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego nie jest fortepianem autora mazurków. Owszem, właściwy instrument, należący pierwotnie do Jane Stirling (wielbicielki i znajomej kompozytora) faktycznie stał w pałacu Pusłowskich w Krakowie, ale przed 1970 rokiem ktoś podmienił instrument. Co ciekawe, do kopii przykręcono oryginalną tabliczkę z datą „15 Novembre 1848” i podpisem Chopina. Być może autentyczny instrument został przypadkowo zniszczony i w ten sposób chciano zatuszować ślady. A może oryginał stoi do dziś w którymś z prywatnych salonów? Przed czterema laty wybuchła afera ma Majorce. Okazało się, że również tam pianino pokazywane turystom jako instrument Chopina nie ma z kompozytorem nic wspólnego, podobnie jak klasztorna cela w której miał mieszkać Chopin (w rzeczywistości było to inne pomieszczenie). A co z organami, na których chętnie grywał Chopin w młodości? Najbardziej oczywisty wydaje się trop prowadzący do warszawskiego kościoła Sióstr Wizytek. Niestety, obecny instrument został całkowicie przebudowany w 1909 roku. Czyżby zatem jedynymi naznaczonymi przez mistrza organami były te w Oborach. Czy to możliwe, żeby organista z sanktuarium korzystał na co dzień z instrumentu, którym zabawiał się Chopin?Jak brzmiał ten koncert? Czy dzisiejszy instrument ma coś wspólnego z tym, z którego korzystał Chopin? Postanowiliśmy to sprawdzić. Barokowy silnik? Akta konserwatora wojewódzkiego pozostawiają pewna nadzieję. Nie ma w nich żadnej wzmianki o przebudowie organów. Z papierów wynika, że ich wiek nie odbiega od prospektu organowego - pochodzą z tego samego okresu, co rokokowy ozdobny prospekt organowy. Niestety, entuzjazm studzi Polskie Wirtualne Centrum Organowe, według którego ostatnia modernizacja instrumentu nastąpiła w 1966 roku Do klasztoru w Oborach ruszam w towarzystwie znakomitego toruńskiego organisty Marcina Łęckiego. Kilkanaście minut po wyjeździe z Szafarni wjeżdżamy między wzgórza malowniczej Szwajcarii Dobrzyńskiej. To tu, na wzniesieniu bieli się bryła kościoła barokowego kościoła, do którego już w XVII wieku ściągali wierni w nadziei na uzdrowienie. W drodze do furty mijamy popiersie Chopina upamiętniające jego pobyt w Oborach. Przy wejściu telefon, z którego trzeba wykręcić numer do przeora. Mamy życzliwą zgodę na przebadanie instrumentu, więc jowialny diakon prowadzi nas pamiętającymi XVIII wiek korytarzami klasztoru. To jedyna droga na balkon chóru, gdzie znajdują się organy. Bezpośrednio z kościoła nie można się tu dostać. Zanim jednak dostaniemy się do organów, trafiamy do niewielkiego pomieszczenia bezpośrednio z nimi sąsiadującego. - Kiedyś pomieszczenie to miał do dyspozycji organista, tu mógł rozgrzać zziębnięte zimą ręce – wyjaśnia Marcin Łęcki. Dziś w przedsionku ulokowano monstrualny miech pompowany przez elektryczną dmuchawę. To pierwszy znak, że konstrukcja oryginalnych organów uległa zmianie. Muzyka z kredensu Wchodzimy na chór. Od pozostałej części kościoła balkon oddziela ozdobna krata – dzieło barokowego snycerza. Nie ma wątpliwości, że przez ten drewniany „parawan” spoglądał na ołtarz Chopin. Niestety, nie można tego powiedzieć o stole z klawiaturą. Tu wszelkie wątpliwości zostają rozwiane. - Stół z klawiaturą został oddzielony od organów i przeniesiony – marszczy czoło Marcin. Ale zanim dokładnie mu się przyjrzymy, lustrujemy znalezisko z drugiej strony balkonu. - A to ci niespodziana – śmieje się Łęcki podchodząc do zakurzonej skrzyni sprawiającej wrażenie skrzyżowania pianina z komodą. Wskazuje na pedały do pompowania powietrza. - To stara fisharmonia, ale z Chopinem nie ma nic wspólnego, pochodzi z końca XIX nie byłby jednak sobą, gdyby nie spróbował wydobyć głosu z instrumentu. I rzeczywiście staruszka z której odpadły już niektóre nakładki na klawiaturę (ze słoniowej kości – a jakże!) odzywa się bolesnym dźwiękiem. Od biedy można jednak rozpoznać fragment chopinowskiego poloneza. Ale przecież to nie ona jest celem naszej podróży. Lustrujemy więc ogromną szarą szafę. - To jest właściwy instrument – pudło rezonansowe, w którym ukryte jest większość piszczałek. Piszczałki do boju - Szafa jest prawdopodobnie elementem oryginalnych organów – orzeka Łęcki. Niestety wejścia do wnętrza strzeże zamek, do którego klucz gdzieś się zapodział. Nasz klasztorny opiekun próbuje przyjść nam z pomocą, ale żaden z kluczy nie pozwala uwolnić wejścia. Pozostaje nam zlustrować zawartość wnętrza przez kratownicę. Marcin kręci sceptycznie głową: - Nic z tego, cała wewnętrzna konstrukcja jest późniejsza. Nawet drewno nie nadżarte przez szkodniki. Piszczałki barokowe były wykonane ze stopu cyny i ołowiu. Niewykluczone, że - tak jak w wielu innych kościołach - mogły zostać zarekwirowane w czasie którejś z wojen i przetopione. Uzasadniałoby to obecność fisharmonii, która mogła przez jakiś czas zastępować organy. - Przy przebudowie w latach 60. zmieniona została prawdopodobnie traktura tego instrumentu [sposób wydobycia dźwięku od klawisza do piszczałki – red.] - wyjaśnia nasz ekspert. - Poprzednia na pewno była mechaniczna – złożona z listewek i kątowników. To był barokowy instrument napędzany miechem, który ktoś musiał ręcznie (lub nożnie) uruchomić. Dziś włącza się tylko dmuchawę. To nie koniec zmian: - Bardziej nowoczesna – co nie znaczy lepsza! - jest też dyspozycja [zestaw głosów – red.]. Ta obecna jest romantyczna, przeznaczona do liturgii. Młody Chopin w 1824 pojechał do klasztoru w Oborach. W tamtym czasie organy nie mogły posiadać dyspozycji romantycznej, a barok skończył się ledwie 50 lat wcześniej – śmieje się Marcin. O ile z zewnątrz Chopin zobaczył ten sam prospekt („fasadę” organów widzianą z dołu), to o brzmieniu instrumentu za jego czasów możemy jedynie spekulować. Natomiast akustyka i pogłos nie zmieniły się od tamtych czasów. Został pogłos Marcin raz jeszcze ogląda szafę organową: - Tutaj siedział! Z dużą pewnością można stwierdzić, że klawiatura była kiedyś wmontowana w szafę po odwrotnej stronie. A więc ołtarz miał nie na wprost, jak obecnie, tylko po prawej ręce. Zdaniem Łęckiego był to instrument jednomanuałowy [z jedną klawiaturą – red.] z krótka oktawą i z zaledwie kilkoma głosami. Możemy dziś jedynie domyślać się jak ten instrument brzmiał w czasach Chopina, choć akustyka i pogłos pozostały niezmienne. Co grał Chopin w Oborach? Być może próbował instrument na swoich prostych młodzieńczych kompozycjach. Bardziej prawdopodobne jednak, że próbował kompozycji Bacha, które regularnie podsuwali mu nauczyciele. Przez labirynt korytarzy zbiegam do kościoła, aby posłuchać organów z właściwego miejsca. O dziwo – choć proszą się o wizytę organmistrza – tu brzmią znacznie lepiej niż na górze. I dopiero stąd widać piękną figurę króla Dawida ze złotą harfą, która zdobi prospekt. Marcin opiera się o framugę drzwi. Przez nie bez wątpienia przechodził Chopin. Świadczą o tym ozdobne zawiasy pamiętające jeszcze czasy baroku: - Kto wie, może ktoś kiedyś zrekonstruuje tutaj mechaniczne organy. Bo w tym miejscu naprawdę można się się poczuć jak dwa wieki temu. To prawda. Pod warunkiem, że wyłączymy elektryczną dmuchawę. Aktualnie przeglądasz:Życie / Biografia w ogólnym zarysie / Pianista Chopin jako pianistaFryderyk Chopin należał do najwybitniejszych pianistów swojej epoki. Najwięksi wirtuozi i znawcy chylili czoła przed Chopinem-pianistą, zdumiewając się maestrią i niepowtarzalnym urokiem jego gry, podobnie jak oryginalnością i głębią jego muzyki. "Gra on zupełnie tak, jak komponuje, to jest w sposób jedyny" - wyraził swój podziw Robert Schumann, rówieśnik naprawdę grał autor Etiudy Rewolucyjnej, nigdy się nie przekonamy. Fonograf, pianola, nie mówiąc o nowszych metodach utrwalania muzyki, pojawiły się zbyt późno, by zarejestrować grę takich mistrzów fortepianu, jak Chopin czy Liszt. Pozostaje nam jedynie rekonstrukcja: próba "usłyszenia" gry Chopina w naszej wyobraźni, na podstawie licznych źródeł pośrednich - recenzji, wspomnień, świadectw i twórczość Chopina przypadły na okres największej ekspansji fortepianu w dziejach muzyki. Są to nie tylko lata wielkich karier pianistycznych i powstawania wspaniałych dzieł fortepianowych. To także czas ulepszania konstrukcji fortepianu i jego ostatecznego triumfu, a nawet hegemonii pośród instrumentów muzycznych ówczesnej Europy. Na przełomie XVIII i XIX wieku "gorączka fortepianu" ogarnia miasta i kraje; fortepian wypiera klawesyn, lepiej od niego odpowiadając uczuciom i potrzebom estetycznym społeczeństwa u progu epoki romantyzmu. Staje się on wówczas niezastąpionym instrumentem domowym, doskonale też sprawdza się w sali koncertowej. Około roku 1800 - według polskich źródeł - "w każdym uczciwym domu znajdował się fortepian choćby dla parady", a w Wiedniu. - jak podawała prasa niemiecka - "każdy gra, każdy uczy się muzyki".Wielkiemu zainteresowaniu fortepianem towarzyszył rozkwit sztuki pianistycznej. Kulminacja jej popularności zdaje się przypadać na okres międzynarodowej kariery Chopina. Gdy młody kompozytor przybył w roku 1831 do Paryża, znalazł się w samym centrum sztuki muzycznej, w tym także - współczesnych Chopinowi wybitnych i sławnych pianistów europejskich był imponujący. Znajdowali się wśród nich: Johann Baptist Cramer, Johann Nepomuk Hummel - zasłużony dla pedagogiki fortepianowej uczeń Mozarta; John Field, Friedrich Kalkbrenner, Ferdinand Ries i Carl Czerny - uczniowie Beethovena; Maria Szymanowska, Ignaz Moscheles, Johann Peter Pixis czy zażywający wciąż dużej sławy Muzio Clementi. Działalność wirtuozowska, a w większym jeszcze stopniu twórczość kompozytorska wymienionych artystów oddziałała inspirująco na talent pianistyczny młodego Chopina. Byli przecież wśród nich czołowi reprezentanci nowego stylu brillant, któremu hołdował młody młodszą generacją wybitnych pianistów, nierzadko wschodzących sław, łączyły już Chopina stosunki bardziej koleżeńskie, a niekiedy więzy przyjaźni. Należał do tego samego pokolenia, co Franz Liszt, Ferdinand Hiller, Sigismund Thalberg, Henri Herz, Felix Mendelssohn-Bartholdy czy Robert Schumann. Na tle wszystkich, często jakże wybitnych konkurentów, talent pianistyczny Chopina zwracał uwagę swą odrębnością, szlachetnością, a zarazem mistrzostwem technicznym. W ciągu pierwszych lat pobytu w Paryżu młody muzyk z Warszawy zdobył aplauz publiczności i najwyższe uznanie w kręgach artystycznych jako jeden z najświetniejszych pianistów. Dwa lata od debiutu paryskiego wystarczyły, aby w roku 1834 czasopismo "Gazette Musicale" wskazało dwóch największych pianistów epoki: Chopina i Liszta. Dotarcie na szczyty w tak krótkim czasie świadczy o wielkim talencie pianistycznym artysty, talencie niewątpliwie porównywalnym z jego geniuszem pianistycznym Chopina sprzyjało od najmłodszych lat środowisko rodzinne i społeczne. Państwo Chopinowie posiadali fortepian, na którym grała matka kompozytora. Chłopiec bardzo wcześnie ujawnił nadzwyczajną muzykalność i łatwość uczenia się gry na fortepianie. Ze starszą siostrą Ludwiką grywał na 4 ręce, a jako 6-letnie dziecko rozpoczął regularne lekcje gry u pochodzącego z Czech nauczyciela muzyki - Wojciecha Żywnego. Talent pianistyczny chłopca rozwijał się w zdumiewającym tempie. Wydaje się, że mały Fryderyk obdarzony był doskonałym "mechanizmem" gry (koordynacją rąk i palców), a szereg jej tajników opanowywał intuicyjnie. Tym można wytłumaczyć wrodzoną mu łatwość techniczną i szybkie w Warszawie było coraz głośniej o cudownym dziecku, szybko nastąpił jego pianistyczny debiut. Dnia 24 lutego 1818 roku 8-letni chłopiec wykonał podczas wieczoru dobroczynnego jeden z koncertów fortepianowych Vojtêcha Jíroveca. Jedna z warszawskich gazet napisała po tym wydarzeniu: "I na naszej ziemi powstają geniusze". Potem posypały się prywatne zaproszenia z najlepszych domów. Powozy zabierały cudowne dziecko na przyjęcia, które uświetniało swoim popisem. Jest to szczegół istotny, bowiem występy prywatne w salonach przed kameralną publicznością stały się później domeną kariery pianistycznej sześciu latach nauki 12-letni Fryderyk zakończył lekcje u Żywnego. Ówczesna Warszawa nie miała żadnego sławnego nauczyciela fortepianu, jednak bogate środowisko muzyczne i kulturalne miasta zapewniło chłopcu dalszy właściwy rozwój. W Warszawie działał utalentowany muzyk, pianista i organista, Wilhelm Würfel, który był prawdopodobnie drugim - po Żywnym - mistrzem Fryderyka w dziedzinie fortepianu (uczył go także gry na organach). W przeciwieństwie do nieco konserwatywnie nastawionego Żywnego, Würfel potrafił zapoznać ucznia z nowoczesną techniką pianistyczną, typową dla zdobywającego ogromną popularność stylu brillant. W pięć lat po dziecięcym debiucie Chopina, w roku 1823 odbył się kolejny występ młodziutkiego artysty, podczas którego wykonał on koncert Ferdinanda Riesa. Wtedy to po raz pierwszy w jednym z czasopism zestawiono jego nazwisko z młodszym o rok Lisztem, który koncertował właśnie w lata nauki Chopina przyniosły sporadyczne koncerty przed większym audytorium i wiele występów w mniejszym gronie. Na szczególną uwagę zasługuje jego zagraniczny debiut w roku 1826 (na cele dobroczynne) podczas wakacyjnego pobytu w kurorcie Bad Reinertz (dziś Duszniki-Zdrój, miejsce najstarszego festiwalu chopinowskiego). W latach warszawskich - do roku 1830 - Chopin żywo interesował się problematyką pianistyczną. Była ona obecna nie tylko w jego ówczesnej twórczości pozostającej pod wpływem stylu brillant. Planując swą przyszłość, młodzieniec poważnie liczył się z karierą pianistyczną. W rodzinnej Warszawie był już powszechnie znany jako wybitny wirtuoz. Mógł też obserwować innych pianistów, którzy nierzadko odwiedzali miasto. Słyszał Marię Szymanowską, poznał grę samego Hummla (1828), przyglądał się pianistycznej młodzieży, zetknął się z takimi pianistami, jak Stephen Heller czy Antoinette Pechwel - pierwsza fortepianistka Drezna. Największe wrażenie wywarł na nim jednak Paganini, który silnie zainspirował wirtuozowską wyobraźnię styl gry owych wirtuozów, Chopin mógł się z nimi porównywać. Jego wszechstronny rozwój pianistyczny dopełniało muzykowanie z innymi: fortepian Fryderyka towarzyszył nierzadko wiolonczeli, skrzypcom, drugiemu fortepianowi i głosowi ludzkiemu. Wkrótce zaczął on komponować większe utwory na fortepian i orkiestrę, aby dostarczyć sobie odpowiedniego repertuaru na występy w przyszłości, na które nie czekał długo. Już podczas pierwszego pobytu w Wiedniu w roku 1829 Chopin zadebiutował w naddunajskiej stolicy, grając własne Wariacje op. 2 z orkiestrą i improwizując na temat operowy i ludowy (polski). Koncert ten publiczność przyjęła entuzjastycznie, przedzielając każdą wariację oklaskami. W swej relacji listowej kompozytor wspomniał o opinii, że grał "za delikatnie" (po raz pierwszy zwrócono mu uwagę na niedostatek siły dźwięku), ale sam artysta wolał to, niż - jak pisał - "gdyby powiedziano, że gram za mocno". Jeszcze większy sukces odniósł Chopin na drugim wiedeńskim koncercie, zorganizowanym tydzień tak udanych występach przyszła kolej na "dorosły" debiut w Warszawie. Natąpiła seria kilku niecierpliwie oczekiwanych występów, z których pożegnalny - przed opuszczeniem ojczyzny na zawsze - odbył się w Teatrze Narodowym 11 października 1830 roku (z Koncertem e-moll i Fantazją na tematy polskie w programie).Wyjeżdżając z kraju w wieku 20 lat, Chopin był już całkowicie ukształtowanym pianistą o wyrazistym stylu gry, nie należy jednak zapominać, że coraz bardziej pociągała go kompozycja. W przyszłości miał znacznie ograniczyć występy, tymczasem jednak starał się o nie. Chociaż propozycje początkowo pojawiały się rzadko, doszło jednak do kilku ważnych europejskich koncertów, umacniających w szerokim świecie pianistyczną sławę kompozytora. Odbyły się one we Wrocławiu, ponownie w Wiedniu, Monachium (1831) i wreszcie w Paryżu, gdzie Chopin zadebiutował z wielkim sukcesem 26 lutego 1832 roku. W zorganizowaniu debiutu dopomógł mu sam "król fortepianu" Friedrich Kalkbrenner, który proponował nawet przybyszowi z Warszawy lekcje, czego jednak Chopin nie koncertowa Chopina w jego dalszych latach paryskich była dość umiarkowana. Stosunkowo najczęściej, bo ponad 10 razy, dał się słyszeć do 1835 roku (nie zawsze zresztą wzbudzając satysfakcjonujący go aplauz). Małe ożywienie nastąpiło na przełomie lat 1837-1838, kiedy to artysta grał przed rodziną królewską Ludwika Filipa, a w marcu wzbudził zachwyt publiczności w Rouen. W Paryżu - po sześciu latach przerwy - wystąpił w sali Pleyela w roku 1841, grając swoje utwory solowe, a także akompaniując. W tym czasie sława Chopina jako kompozytora i pianisty była już w stolicy Francji niemal legendarna. Podobny występ zorganizowano niecały rok później, po czym paryżanie musieli czekać kolejnych sześć lat, by znów usłyszeć "Ariela pianistów" na ostatnim paryskim koncercie 16 lutego 1848 roku. Ten koncert w Sali Pleyela miał już charakter niemal prywatny, zważywszy na ograniczoną liczbę miejsc (300) i natychmiastowe rozejście się biletów w kręgu paryskiej elity, przede wszystkim arystokracji i przyjaciół się sytuacja osobista Chopina i wydarzenia rewolucyjne w Paryżu przyczyniły się do jego wyjazdu do Anglii i Szkocji w 1848 roku, gdzie mimo złego stanu zdrowia wystąpił jeszcze na kilku koncertach publicznych w Londynie, Manchesterze, Glasgow i w Edynburgu. Ostatni występ Chopina odbył się 16 listopada 1848 roku w Londynie i był - podobnie jak pierwszy przed 30 laty - koncertem zaprezentował się publicznie zaledwie około 40 razy (jeśli uwzględnić jego koncerty dziecięce). Nie lubił bowiem wielkiej sali i gry dla tłumu, odczuwając często ogromną tremę przed koncertem. Niech to jednak nie zmyli nas w ocenie pianistycznego dorobku kompozytora: Chopin był pianistą bardzo aktywnym, ale jego właściwym królestwem pozostawał prywatny salon. Tam, w otoczeniu niewielkiej grupy dobranych osób, nierzadko przyjaciół, czuł się dobrze i z pełną swobodą prezentował swoją sztukę, której nieodłączną częścią była zawsze pianistyka. Grał swoje utwory, w niedościgły sposób improwizował, ale miał w repertuarze także wiele kompozycji innych twórców. Podczas swej kariery pianistycznej, szczególnie w młodszych latach, grywał dzieła J. S. Bacha i Mozarta, których darzył uwielbieniem, a ponadto - Moschelesa, Jíroweca, Riesa. W późniejszym okresie dominowała w jego wykonaniach muzyka przywiązywał wielką wagę do jakości instrumentu i skarżył się, jeśli nie mógł dysponować odpowiednim fortepianem czy pianinem. We Francji jego ulubionymi instrumentami były fortepiany Pleyela; używał też instrumentu Erarda i Chopina mieli na ogół nieodparte wrażenie obcowania ze sztuką pianistyczną nie tylko mistrzowską, ale i prawdziwie wyjątkową, zdecydowanie wyróżniającą się na tle produkcji wielu innych artystów. Choć żaden jej materialny ślad nie mógł dotrwać do naszych czasów, dysponujemy szeregiem źródeł pośrednich, pozwalających poznać w najogólniejszych zarysach postawę estetyczną, jakiej hołdował twórca Etiud. Do źródeł tych należą liczne recenzje z występów publicznych Chopina, zamieszczane w czasopismach polskich, austriackich, niemieckich, francuskich i angielskich. Bezcenne są wypowiedzi poszczególnych osób, które słyszały Chopina również w warunkach kameralnych, "prywatnych", lepiej odpowiadających wrażliwości artysty. Osobną grupę stanowią świadectwa uczniów Chopina, którzy mieli szczególny wgląd w warsztat pianistyczny Mistrza, jak też orientację w wyznawanych przezeń poglądach estetycznych. Specjalne miejsce w źródłach zajmują Szkice do metody gry fortepianowej autorstwa samego uczeń Chopina - Karol Mikuli podkreślał niezwykle rozwiniętą technikę gry swego nauczyciela, niespotykaną równość gam i pasaży we wszystkich rodzajach artykulacji, naturalną łatwość i brak skrępowania mechanizmu. Opinię tę odnaleźć można także w wielu najwcześniejszych źródłach (recenzje), w których mowa jest o "łatwości największej", o dokładności gry artysty, czystym i pewnym uderzeniu, doskonałej biegłości pianistycznej. "Nieopisana sprawność techniczna, klarowność wykonania" to niektóre określenia przywołane przez lipską "Allgemeine Musikalische Zeitung", podczas gdy recenzent "Allgemeine Theaterzeitung" stwierdzał: "jego gra wykazuje najwyższą biegłość".Oto więc pierwsza uderzająca wielu świadków zaleta Chopina-pianisty: rewelacyjna sprawność manualna, techniczna. Kompozytor nie miał zbyt dużych rąk, za to były one bardzo giętkie, pozwalały bez wysiłku realizować najtrudniejsze figury pianistyczne. Inną cechą gry Chopina była szczególna subtelność i lekkość uderzenia - przy całej jego pewności - delikatność połączona z najgłębszym uczuciem, czemu także mogło służyć doskonałe cieniowanie. "Każde uderzenie klawisza jest u niego wyrazem serca" - pisała "Gazeta Warszawska"; "przeszedł nawet Hummla w delikatności uczucia i wytworności smaku", "jest par excellence pianistą uczucia" - oceniał Leon Escudier. Lekkość, "dyskretne uderzenie", "ujmująca delikatność gry", wzmiankowane były często w relacjach z koncertów Chopina. Cechy te nie wykluczały u artysty obecności "męskiej i szlachetnej energii" (Mikuli), wolnej jednakże od określeniem "lekkość, delikatność" wiązała się także pewna cecha, z pewnością niepożądana w większych salach koncertowych - brak dużego dźwięku. Cechę tę zauważali liczni recenzenci: "wydobywa on nie dość dźwięku z instrumentu" - pisał dziennikarz po paryskim debiucie Chopina; kameralność i brak rozmachu w muzyce i wykonaniu dostrzegł recenzent "Manchester Guardian".Wydaje się, że nastawiony bardziej na niuanse Chopin nie czuł się stworzony do gry potężnej brzmieniowo, zbliżającej się do efektów orkiestrowych, pełnej estradowego blasku. Jego mistrzostwo techniczne polegało na doskonałym operowaniu artykulacją legato, na dążeniu do naturalności i szlachetności gry. Legato - podstawowy sposób artykulacji u Chopina, polega na pięknym łączeniu dźwięków przez analogię do sztuki wokalnej. Kompozytor lubił powoływać się na technikę śpiewu, demonstrując na przykładzie bel canta logikę i naturalność frazowania. Z tradycją sztuki wokalnej związane było także sławne tempo rubato, dopuszczające pewną chwiejność metryczną w przebiegu muzyki, przy czym często powtarza się zalecenie Chopina: lewa ręka, akompaniament, to kapelmistrz, maestro di cappella (ma trzymać puls), podczas gdy melodii należy się przywilej ad libitum, niczym kaprys operowej kompozytor w Szkicach do metody gry fortepianowej pozostawił szereg niezwykle ważnych stwierdzeń odnoszących się do techniki pianistycznej. Akcentował zgodność ukształtowania ręki z budową klawiatury, z czego miała wynikać swoista łatwość "poruszania się" na klawiaturze. Giętka ręka stanowiła jeden z podstawowych warunków właściwego mechanizmu, który miał służyć "umiejętnemu cieniowaniu pięknej jakości dźwięku".Słowa są jednak bezradne wobec fenomenu, jakim dla słuchaczy pozostawała sztuka pianistyczna Chopina. Stanowiła ona niepowtarzalne, oryginalne zjawisko w dziejach muzyki. Możemy tylko, jeśli starczy nam wyobraźni, poszukiwać dalekiego echa tej dziedziny kunsztu Poety Dźwięków. Artur Bielecki 1. A gdyby jak Chopin umiećszept zagrać, co wpada w wiatrna pięciolinię nut strumień przelać za kluczem - ot w ce-mollach, Des-durachwalce, mazurki i śnićo blaskach jezior i górach,by chwilę później tam być!Ref.:Gdy Chopin grał,to każdy stał,oczarowanyi zasłuchany,gdy dłońmi wbiegłna biały brzegpełen klawiszy-czy Ty to słyszysz?... gdyby tak jak Fryderykwciąż w sobie coś z Frycka miećwariacje robić z opery,fantazje w ballady głowie mieć burzę włosów,pod nimi preludiów sto,w muzyce na zycie sposóbw wierzbe, by pod nią Januariusz Bizoń Przystojny i dobrze ubrany młody geniusz z Polski na paryskich salonach był wręcz rozrywany. Jego popularność zadecydowała o tym, że – jak byśmy dziś powiedzieli – został twarzą fortepianów marki Pleyel. Dostawał prowizję od sprzedaży Materiały prasoweStaranności w ubiorze nauczyła Fryderyka matka. Kiedy siedmioletniego Frycka zapytano po koncercie, co najbardziej podobało się publiczności, odparł bez namysłu: mój koronkowy kołnierzyk Dzień rozpoczynał, jeszcze przed śniadaniem, od fryzjera, który go golił i czesał. Frak zamawiał u najlepszego paryskiego krawca, zawsze w stonowanych kolorach. W grę wchodziły czerń, szarości, granat i dyskretny fiolet. Na czarnej kamizelce dopuszczał dyskretny wzór. Pod spodem koszula z białej batysty, na niej szeroki krawat z brylantową spinką. Na nogach buty robione na zamówienie. W zimie płaszcz i białe rękawiczki. Koniecznie kapelusz. Młody dandysNie da się ukryć, Fryderyk Chopin był dandysem. I to już od lat najmłodszych. Na każdy z koncertów, które grywał, będąc dzieckiem, mama Tekla Justyna Krzyżanowska ubierała go w wyjściową białą koszulę. Gdy po jednym z takich występów zapytano małego Frycka, co publiczności podobało się najbardziej, odparł niedbale: "Mój koronkowy kołnierzyk".Miał siedem lat i wiedział, jak brylować w towarzystwie, brylował w nim zresztą tego wręcz stopnia, że jego ojciec Mikołaj trzymający pieczę nad talentem syna obawiał się, czy nadmierna liczba koncertów nie doprowadzi do przepracowania małego geniusza. A mali geniusze byli wówczas w modzie. Tak bardzo, że księżna Pelagia Sapieżyna zaproponowała ponoć, aby "położyć na afiszach, że małego Chopinka niańka przyniesie na ręku". Później na rękach nosił go cały świat. Dusza towarzystwaBył wprost stworzony do salonowego życia. Dowcipny, obyty, doskonale znający języki obce (angielski, niemiecki, włoski i francuski), do tego całkiem przystojny. Musiał być rozchwytywany w towarzystwie. A towarzystwo wybierał najlepsze. Bywał u hrabiny Delfiny Potockiej, w salonach Czartoryskich i Platerów. Nie lubił dużej publiczności, lepiej się czuł w kameralnym gronie. Mógł sobie na to pozwolić. Udzielał prywatnych lekcji gry na fortepianie. Za godzinę pracy zarabiał pięć razy tyle co francuski robotnik za cały dzień pracy. Było nudno, ale w końcu Chopin się upił i zaczął grać. Bawiliśmy się do rana - opisał spotkanie z kompozytorem SłowackiBył obdarzony nie tylko talentem pianistycznym i ogromnym poczuciem humoru, ale także niezwykłymi zdolnościami aktorskimi. Chętnie i z talentem parodiował znajomych. Lubił wypić, a gdy wypił, potrafił grać łokciami na fortepianie. Poeta Juliusz Słowacki wspominał: "Było nudno, ale w końcu Chopin się upił i zaczął grać. Bawiliśmy się do rana". Grał chętnie, rzadko odmawiał. Po pierwszym publicznym wystąpieniu w Paryżu w roku 1832 Robert Schumann orzeka: "Panowie, czapki z głów, oto geniusz".Firmy wydawnicze od razu zauważyły interes do zrobienia, podpisując z nim został twarzą firmy Pleyel, grał na jej instrumentach, koncertował w jej salonach i zgodnie z umową otrzymywał prowizję od sprzedanych fortepianów. FuriatDo fortepianu był tak przywiązany, że nie potrafił bez niego komponować. W liście z Majorki, na którą pojechał, aby pielęgnować związek z George Sand, pisał: "Fortepian jeszcze nie nadszedł. - Jak go Pan wysłał? Przez Marsylię czy przez Perpignan? Marzę o muzyce, lecz nie gram - bo tu nie ma fortepianów... jest to dziki kraj pod tym względem". Nie był łatwym we współżyciu człowiekiem, gdy tworzył. Salonowa dusza towarzystwa potrafiła przemienić się w pełnego pasji bezkompromisowego artystę przy pracy. Nie był wówczas miły dla bliskich. Przebywanie pod jednym dachem z Chopinem w szale twórczym wystawiało uczucia na ciężką wówczas w skrajne stany - od euforii do furii. Potrafił zrobić awanturę o udziec Sand, kobieta, która mu w tych chwilach towarzyszyła, pisała: "Pomysły muzyczne przychodziły nagle, niespodziewanie, i to w kształtach już zaokrąglonych, wykończonych, gotowych, wspaniałych. Czasami, gdy siedział przy fortepianie, czasem znowu na spacerze. W tym ostatnim razie niecierpliwie oczekiwał końca przechadzki, żeby jak najprędzej mógł dostać się do fortepianu i usłyszeć zachowane w pamięci pomysły muzyczne". Ciężkie chwile, pełne gorączkowej pracy, wahania się, opracowywania szczegółów nachodziły go, gdy siadał już przed klawiaturą. "To, co stworzył w myśli jako całość gotową i wykończoną, gdy miał przelać na papier, analizował aż do przesady; a gdy dane szczegóły nie okazywały się odpowiednimi, wpadał w prawdziwą rozpacz. Zamykał się w swym gabinecie, ślęczał całymi dniami nad swą pracą, płakał, rzucał się jak opętany, łamał pióra, często jeden takt po sto razy przekreślał i przerabiał. Na drugi dzień rozpoczynał tę samą historię z godną współczucia wytrwałością. Nieraz nad jedną stronicą siedział sześć tygodni, a w końcu napisał swój utwór tak, jak za pierwszym razem przelał go na papier" - kontynuuje Sand. Co za pięknoChopin lubił się portretować. Swoje portrety chętnie rozdawał znajomym, rodzinie. Zachwycał się tymi dobrze namalowanymi, nie szczędził słów krytyki tym, które mu się nie liście do Juliana Fontany pisał: "Biuściku mego do domu nie posyłaj, tylko w szafie zostaw, boby się przelękli". Pod koniec życia schorowany Fryderyk Chopin przy wzroście 170 cm ważył tylko 44 kg. Po dawnym dandysie pozostał jedynie jego godzin po zgonie Chopina Clesinger zdjął dwie formy z twarzy muzyka, aby wykonać pośmiertne maski. Z pierwszej formy odlał maskę, którą zatrzymał dla siebie. Zachowała ona włoski wyrwane z brody zmarłego kompozytora. Drugą podretuszował, aby wyidealizować twarz zniekształconą przez śmierć i długotrwałą chorobę. Jane Stirling, wieloletnia i oddana uczennica Chopina, była obecna w atelier artysty, gdy powstawała jego pośmiertna maska. Dzieląc się wrażeniami, napisała: "Co za piękno…". I to właśnie takiego Chopina, pięknego muzyka, pamiętamy do dziś.

gdy chopin grał podkład chomikuj