RT @AndrzejHalicki: Ta stępka to jest Miś na miarę naszych możliwości. Mateusz, gdzie jest protokół zniszczenia⁉️ #Stępka Źródło: "Miś" (1980) https
Próba konstruowania regionu na dwóch ośrodkach jest ostatnim idiotyzmem - eksperymentem, który z góry jest skazany na porażkę! Powie ktoś, że Bydgoszcz z Toruniem sobie jakoś radzą. Otóż Bydgoszcz jest stolicą własnego regionu Kujaw, a Toruń własnego - części Pomorza.
Zamierzają prowadzić tam działalność edukacyjną dla dzieci, młodzieży i seniorów, a sam budynek ma pełnić także funkcję domu sąsiedzkiego oraz poradni psychologiczno-pedagogicznej. Przy ul. Wadowickiej 5 w Gdańsku już w przyszłym roku powstać może Centrum Aktywności Lokalnej. Szacunkowy koszt inwestycji to ok. 10 mln zł brutto.
1 grudnia 2021 r. mieliśmy mieć nowego "Piastora", czyli takiego misia na miarę naszych możliwości. Zapowiadał go prezydent Dariusz Polowy zauroczony wycieczkami do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie taki miś już stoi. Jednak miś Polowego nie wszystkim się spodobał.
. W ostatnich tygodniach mieleccy kierowcy irytują się z powodu zasypanych kamyczkami i lepikiem dróg. To sposób na wiosenno-letnie remonty jezdni. Sprawa poruszona została na środowej sesji Rady Miejskiej. - Technologia nie jest najszczęśliwsza, ale jest na miarę naszych możliwości finansowych - odpowiadała urzędniczka. O kamyczkach grysu wysypanych na mieleckich i podmiejskich drogach informowaliśmy już przed kilkoma tygodniami za sprawą interwencji czytelnika. W ostatnich dniach w mieście pojawiło się ich jeszcze więcej. Temat oburza mieleckich kierowców, którzy zwracają uwagę zarówno na możliwość uszkodzenia karoserii czy szyb pojazdów, ale także bezpieczeństwo - droga hamowania na takich kamyczkach jest znacznie dłuższa. To też duże zagrożenie dla kierowców jednośladów. - To bardzo długo zalega na poboczach ulic. Brudzi samochody, a w niektórych przypadkach dochodzi nawet do uszkodzenia karoserii lub szyb samochodów. Chciałbym zapytać, czy nie można poprosić wykonawców o nałożenie typowego asfaltu. Czy musi to być taka technologia? – pytał na środowej sesji Rady Miejskiej radny Jarosław Szczerba. - Jest to naprawdę głos wielu kierowców z naszego miasta. Sam uważam, że jest to problem - dodawał. - Technologia nie jest najszczęśliwsza, ale jest na miarę naszych możliwości finansowych - odpowiadała Monika Skowrońska-Ziomek, naczelnik Wydziału Dróg, Transportu, Energetyki i Działalności Gospodarczej. - Możemy mówić o wykonywaniu inną technologią, czyli wycinaniu tych dziur i łataniu ich asfaltem, natomiast jest to technologia dużo droższa i dużo bardziej czaso- i kosztochłonna. Ta technologia w chwili jej wykonywania może stanowić uciążliwość, ale jest efektywniejsza pod względem użytkowym. Dłużej te dziury pozostają załatane - przekonywała. - Proszę o wyrozumiałość i mam nadzieję, że te działania będą jednak się przyczyniały do tego, żeby na drogach było bezpieczniej - dodawała. Warto jednak podkreślić, że taka forma napraw nawierzchni stosowana jest nie tylko w mieście, ale także na drogach podmiejskich, w tym i wojewódzkich. W ostatnich tygodniach kierowcy alarmowali o niebezpieczeństwie wynikającym właśnie z zasypania kamyczkami chociażby drogi Mielec – Tarnobrzeg na obszarze powiatu mieleckiego. W ostatnich dniach z kolei ogromnym utrudnieniem było zasypanie na całej długości ulicy Wolności w Mielcu – także drogi wojewódzkiej. Wygląda jednak na to, że kierowcy nie mają co liczyć na poprawę jakości remontów w tym zakresie...
A to za sprawą liczniej grupy Polaków, którzy wyruszali na codzienne „spacery". Ich trasę wyznaczały istotne punkty poszczególnych miast – w Warszawie okolice ulicy Wiejskiej i Krakowskiego Przedmieścia na wysokości Pałacu Prezydenckiego. Jako spacerowicz uczestniczyłam w dyskusjach, ba, w debatach. Niemało mówiło się o demokracji. Podkreślano, że większość parlamentarna odpowie za swoje uczynki, za każdą przelaną łzę. Wszyscy pójdą siedzieć, a w najlepszym razie staną przed Trybunałem Stanu. Nikt im bowiem nie zapomni tego, co uczynili z Polską. Dla przeciwwagi jedna ze stacji telewizyjnych, która ma w logo granatowy okrąg i wpisaną w rozwartokątny trójkąt flagę Polski, prowadziła całkiem serio rozmowy o tym, że ledwie po zaprzysiężeniu bezpieka podjęła się rozpracowania Prezydenta. Utworzono jego portret psychologiczny i ustalono, że to ego prezydenta zawetowało dwie ustawy mające uzdrowić wymiar sprawiedliwości. On sam zaś zdradził obóz narodowy i nie wiadomo, co z nim (obozem) będzie dalej. Nie da się ukryć, że społeczeństwo dojrzało do debaty. Zdaje się ona jednak nie wykraczać poza sferę uprzedzeń, przekonań i emocji. Warto zatem zadać sobie pytanie, czy Polacy są na tyle demokratycznie dojrzali i na tyle prawniczo światli, by dyskusja o trójpodziale władzy lub znaczeniu konstytucji w codziennym życiu była w ogóle możliwa. W mojej ocenie niekoniecznie i właśnie dlatego aż tylu Polaków, mimo narodowego zrywu, pozostała w domach. Dyskusja nie jest nadto możliwa nie dlatego, że niezbadana siła nie pozwala narodowi zrozumieć stosunkowo prostych zasad (takich jak równowaga czy podporządkowanie). To my, prawnicy, nie potrafimy mówić o sprawach ważnych dla całego społeczeństwa na tyle jasno, aby tzw. przeciętny zjadacz chleba zrozumiał to, co mamy do przekazania. Łacińskie paremie, zwroty obcojęzyczne, „co do zasady", „reasumując", „konkludując", budowanie zdań wielokrotnie złożonych i żelazna zasada w relacjach z dziennikarzami: nieważne, o co cię pytają, mów swoje – wszystko to powoduje, że nie trafiamy do adresata, lecz wyłącznie łechcemy nasze ego. Ego – to należy podkreślić – i tak wielkie. Warto niekiedy przypomnieć sobie, że my, wszyscy prawnicy, tj. sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, radcy, komornicy i notariusze, nie istniejemy dla siebie. Przeciwnie – służymy stronom postępowania, klientom, wierzycielom, dłużnikom oraz społeczeństwu. Niesiemy sprawiedliwość i pomoc. Miejmy zatem świadomość, że kryzys w społecznym postrzeganiu wymiaru sprawiedliwości to jest nasza odpowiedzialność i nasz upadek. W dużej mierze u jego podstaw leży nieumiejętność klarownego formułowania myśli i lekkie zadzieranie nosa, że oto jesteśmy kwiatem narodu, grupą wybraną i szczególną kastą. Tymczasem powinniśmy być jak ten miś. „A co robi miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny" (cytat z filmu„Miś"). Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju adwokackiego" ( członkiem NRA.
Gdyby Stanisław Bareja żył, to potrafiłby w specyficzny dla siebie sposób obśmiać absurdalność ostatnich wydarzeń wokół Motoru Lublin. Mamy bowiem idealnych do tego bohaterów i przezabawne sytuacje. Akcję zapoczątkował swoim płaczem, po jednym z meczów, prezes klubu. Najpierw mówił, że rezygnuje, potem, że chce zostać, a z nim zostanie trener Zasada. Wtedy jednak przewodniczący rady nadzorczej powiedział mu do widzenia, byłeś kiepski, szukamy nowego. Wszystkiemu przyglądał się wiceprezydent od sportu, który na Twitterze wyśmiał radnych opozycji, że on przecież nie ma żadnego wpływu na klub. „Tu jest kiosk Ruchu! Ja… Ja tu mięso mam” zdaje się nam cytować fragment filmu „Miś”. Są jeszcze bohaterowie anonimowi, nie mniej ważni. Oni bowiem wybrali się do ratusza, by przedstawić własne spostrzeżenia. Może do ratusza mieli najbliżej, a może po prostu dobrze wiedzą, gdzie i kto decyduje o losie klubu. Gdy wyszli z ratusza, klub poinformował, że „po szerokich konsultacjach ze środowiskiem piłkarskim i kibiców” prezes Motoru znowu jest super! A przewodniczącemu rady może tylko się wydawać, że o czymś decyduje i że może zmienić prezesa. Prezesowi też zresztą może się wydawać, że wybierze trenera, bo chociaż chciał Zasadę, to dostał Sawę (Mariusza). Nam się natomiast może wydawać, że o czymś decyduje właściciel spółki i jej główny sponsor, czyli miasto. Ale skoro wiceprezydent od sportu mówi, że on nic nie może, to znaczy, że nasi włodarze wydają na klub nasze pieniądze i na tym ta zabawa się kończy. Po co nam więc taki „Miś”? Odpowie prezes klubu sportowego Tęcza: - On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny - tłumaczył Ryszard Ochódzki w kultowej komedii Barei.
Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru Niecne czyny wywołują niedowierzanie ogółu... ...lecz można też przyjąć rolę ofiary A może wyjdzie z tego coś jeszcze? Ale fajny misio! Czesio o misiu To jest miś na miarę naszych możliwości. My tym misiem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasz miś, przez nas zrobiony, i to nie jest nasze ostatnie słowo! Polskie fabryki są dumne z produkowanych misiów! Miś – ulubiona zabawka małych dzieci w wieku 2 do 8 lat. Wszyscy małoletni w tym wieku muszą, ale to muszą mieć misia (przynajmniej według nich, rodzice z reguły sądzą nieco inaczej). Misie często spadają z nieba, jednak tylko te monstrualnych rozmiarów, społeczniackie misie o charakterze quasi-politycznym. Historia[edytuj • edytuj kod] W początkach XX wieku prezydent Theodore Roosevelt był uczestnikiem polowania, jednak gdy już jeden z myśliwych postrzelił młodego niedźwiedzia, polityk okazał miękkie serce i zrezygnował ze wrzucenia zwierzaczka na ruszt. Tak po prostu go wypuścił, nawet go nie lecząc zbytnio, bo to jeszcze nie te czasy, kiedy wszystko ma się pod ręką. Jakiś koleś postanowił uwiecznić tego niedźwiadka w gazecie, dzięki czemu ludzie bardzo polubili tego ssaka i zaczęli tworzyć jego bardziej trójwymiarowe podobizny. Rodzaje misiów[edytuj • edytuj kod] miś przytulanka – wykonany z pluszu i z innych mięciutkich materiałów; służy zwykle nie do przytulania, a do chowania w nim pieniędzy lub tajnych informacji; miś „ładne oczka” – ma błyszczące, lekko smutne oczy, zwykle dosyć twarde, przez co trudniej jest się do niego przytulić; miś guzikowy – najważniejsze są u niego ubranka pełne kolorowych guzików. Z przytulaniem się do niego jak z misiem wyżej. Przy odrobinie szczęścia (i odpowiednio małej pociesze) może służyć za źródło guzików zapasowych; miś słomiany – taki duży miś, „odpowiadający żywotnym potrzebom całego społeczeństwa” i „otwierający oczy niedowiarkom”. Najważniejsze w nim jest to, że ładnie się pali. Ostrzeżenie[edytuj • edytuj kod] Misie – ze względu na różną zawartość – mogą powodować uczulenia, lecz to nie jest najgorsza rzecz. Jeżeli pochodzą z bazaru, to prawdopodobnie będą w nim schowane kradzione przedmioty albo nawet narkotyki. Poza tym, skąd wiadomo, co robią w nocy, gdy dziecko się do nich przytula…? Są na tyle nieduże, że mogą łatwo się schować pod łóżkiem i nie wydawać z siebie żadnego dźwięku. Być może tworzą tam z innymi maskotkami bazę i próbują wykręcać z łóżka śrubki? Ich przymilność i łagodność jest tylko pozorna – wszak ich pierwowzór, czyli niedźwiedź od wieków był symbolem siły, przemocy i uporu. Piosenka[edytuj • edytuj kod] Wymyślono nawet piosenkę o chciwości misiów i ich skłonnościach do siania chaosu. Brzmi ona tak: Jadą, jadą misie, tra la la la la, Śmieją im się pysie, ha ha ha ha ha, Przyjechały do lasu, narobiły hałasu, Przyjechały do boru, narobiły rumoru. Jadą, jadą misie, tra la la la la, Śmieją im się pysie, ha ha ha ha ha, A misiowa jak może, prędko szuka w komorze, Plaster miodu wynosi, pięknie gości swych prosi. Jadą, jadą misie, tra la la la la, Śmieją im się pysie, ha ha ha ha ha, Zjadły misie plastrów sześć I wołają: „Jeszcze jeść!” Jadą, jadą misie, tra la la la la, Śmieją im się pysie, ha ha ha ha ha, Przyjechały do lasu, narobiły hałasu, Przyjechały do boru, narobiły rumoru. Podsumowanie[edytuj • edytuj kod] Dorośli, uważajcie, co zapewniacie swoim dzieciom! Zobacz też[edytuj • edytuj kod] Gang Słodziaków maskotka Ciasteczka pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z Nonsensopedii, zgadzasz się na wykorzystywanie ciasteczek.
miś na miarę naszych możliwości