Mam 30 lat, jestem mężatką od ponad 6 lat. Od 2019 leczę się z powodu depresji. Mobbing w miejscu pracy spowodował, że z powodu objawów somatycznych i lęku przed wyjściem z domu trafiłam rok temu na 5 tygodni do szpitala psychiatrycznego.
Nie polubiłyśmy się. Ja zawsze jestem chłodna w kontaktach i zachowywałam rezerwę, a ona przeważnie ignorowała moją obecność, co było niegrzeczne z jej strony. Wyczułam, że nie przypadłam jej do gustu. Ogólnie jestem atrakcyjniejsza niż ona. Mam fajną figurę i długie, zadbane włosy. Na twarzy też jestem niebrzydka.
Zobacz 1 odpowiedź na pytanie: Jak powiedzieć dziewczynie że mi się podoba i jest dla mnie kimś więcej niż koleżanką?
Czy faceci w wieku okolo 35 lat - 38 lat uwazaja, ze kobieta 36 lat jest dla nich za stara? Za tydzien koncze 36 lat i po sytuacji, o ktorej napisalam w temacie zaczelam sie czuc jak pol-czlowiek.
. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2015-01-08 20:24:10 tomhet Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-12-30 Posty: 3 Wiek: 31 Temat: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej? Witam wszystkich się od jakiegoś czasu z myślami, żeby to napisać. Aż stwierdziłem, że przyda mi się spojrzenie kogoś "z zewnątrz" na całą sytuację, zanim coś zepsuję. Problem jak się pewnie domyślacie po temacie, jest z koleżanką... Postaram się to streścić jak najbardziej, żeby nie było mam 31 lat, Marta 27, znamy się od około 2 lat, choć z różnych powodów lepszą znajomość utrzymujemy od około roku. Ostatnio mamy ze sobą bardzo dobry kontakt, kiedy jest to możliwe spotykamy się w wolnym czasie ( pracujemy w różnych firmach, często na różne zmiany... więc czasem jest ciężko ). A kiedy nie możemy się spotkać w cztery oczy, standardem są codzienne ( czasem nawet kilkugodzinne ) rozmowy przez telefon, sms-y ( czasem do rana ) o wszystkim i o sobie ponad 2 lata temu, po zakończeniu ostatniego chorego związku, że już więcej nie próbuję i wolę być sam ( Jak się okazało dziewczyna była wtedy ze mną, bo miałem wspólnych znajomych z jej byłym a chciała przez nich i przeze mnie spowodować, żeby on się zaczął o nią z powrotem starać. Nie potrwało to długo, bo po jakichś 2 miesiącach zostawiła mnie argumentując to tym, jaki jestem w paru kwestiach kiepski w porównaniu z jej byłym, i że potrzebuje faceta w jego typie. A jej poprzedniczki niewiele lepsze też były... miałem totalnie dość i stąd twarde postanowienie pozostania w samotności ). I przez te 2 lata wychodziło mi to całkiem dobrze, trzymałem się na dystans od wszelkich bliższych relacji damsko-męskich i nawet nie było tak źle. Marcie jednak nie potrafiłem się oprzeć, nie potrafiłem do niej nabrać dystansu... i stało się, moje postanowienie legło i zaczęła być dla mnie kimś więcej niż tylko dobrą czym problem?Jak się pewnie domyślacie ( inaczej bym tu nie pisał ) mnie na Marcie zaczęło bardzo zależeć, i ogarnięty facet już by z tym pewnie zrobił co trzeba. Ja niestety zacząłem uciekać w przeszłość, analizować, porównywać, doszukiwać się nie wiadomo czego i nie wiadomo po co. To zaczęło rodzić głupie myśli, obawy, że zaraz coś w naszych relacjach zepsuję, aż w końcu zaczynam się bać cokolwiek z tym zrobić. Nie pomaga mi w tym też fakt, że jak sama twierdzi, jest sama i tak jest jej dobrze więc nie chce tego zmieniać ( z tego co kiedyś wspomniała jej ostatni związek który jakiś rok temu się zakończył, też nie był ciekawy ).Od naszych wspólnych znajomych wiem, że dla niej znajomość ze mną jest ważna, liczy się z moim zdaniem. Martwi się o mnie, bo już kilka razy zgarnąłem opierdziel, że się nie wyśpię a mam lekko niebezpieczną pracę ( elektryka, wyższe napięcia i czasem na wysokości ) i może mi się coś stać ( jak z tego żartuję, że najwyżej mnie prąd popieści to też się złości ). Ostatnio byliśmy na jednodniowym wypadzie w góry na spontanie, a teraz ona planuje jakiś wyjazd ze mną, tylko jeszcze nie chce zdradzić szczegółów. Jak rzuciłem w żartobliwej wymianie zdań coś w stylu " kiedyś w końcu będziesz mnie mieć dość" dostałem dość poważną odpowiedź, że nie wydaje jej się żeby kiedykolwiek tak się mogło stać... itd, itd, itd...Chwilami myślę, że niewiele brakuję, żeby to poszło w dobrą stronę... a później nachodzą głupie myśli i uciekam w przeszłość, i tak jedne myśli z drugimi się szamotają od jakiegoś sądzicie o takim zachowaniu dziewczyny?Dziewczyny, poświęcały byście tyle czasu komuś dla samej przyjaźni?Dziękuję za poświęcony czas i ewentualne odpowiedzi Pozdrawiam. 2 Odpowiedź przez robingirl 2015-01-08 22:15:20 Ostatnio edytowany przez robingirl (2015-01-08 22:17:49) robingirl Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-03-22 Posty: 433 Wiek: trzecia dekada leci Odp: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej? Pytanie podstawowe jest takie, dlaczego skoro się dobrze rozumiecie, Wasz kontakt pozostał tej swojej koleżance piszesz niewiele. Dlaczego jest sama? Czy kogoś szuka, czy ma np. w tym momencie życia jakieś inne cele?Jeśli w ciagu dwóch lat nie zdarzyło Ci się zauważyć z jej strony zantersowania jako facetem, to niestety możliwe, że jesteś dla niej tylko miłym męskim towarzystwem ale niezwiązkowym. Bezpieczną przystanią po poprzednim związku, może jakimś substytutem prawdziwego faceta. O, taki kuzyn . Czyli wszystko jest ok, dopóki jest platonicznie. Odmianą tutaj jest wersja w której są jakieś przebłyski zaintersowania, ale dziewczyna trzyma się z daleka, bo świadomie albo podświadome myśli, że nie będziecie dobrą parą. Czyli trzeba zadowolić się fajnym przyjacielem, bo na faceta już nie starcza. W takiej sytuacji wyobrażam sobie, że ktoś może poświecić czas i uwagę nawet nie będąc zakochanym. Aczkolwiek to są raczej rzadkie sytuacje i raczej relacje nie są bardzo zażyłe (telefonowanie przez kilka godzin, wspólne wyjazdy itd.). (Nie uwzględniam tutaj celowego manipulowania facetem, które się tu w wątkach forumowych przewija, gdzie dana osoba jest poduszką do wypłakiwania się dla osoby, która po prostu szuka zapchajdziury po nieudanym związku). Natomiast jest też możliwa wersja, w której trafiliście na sibei w momencie, gdzie i Tobie i jej potrzebna była przyjaźń i tak to zostaało. Ponieważ to Ty musiałeś dojść do siebie po poprzednim związku, ona też, to nic się nie rozwinęło. W sumie to wersja optymistyczna, bo jest szansa, że dziewczyna jednak coś może do Ciebie wykrzesać, o ile jeszcze nie przegapiłeś momentu. A co z tym wszystkim zrobić? Zależy od tego, jak szybko zaczyna Ci zależeć, jaki sposób działania preferujesz i jaka to dziewczyna Bo my Ci możemy tuaj doradzać, ale nikt w głowie Marty nie siedzi Możesz od razu kawa na ławę i od razu będziesz wiedział, jakie masz szanse. Jak dziewczę jest ok, to Ci prosto z mostu powie, że tylko kolegą możesz być albo że chce spróbować. Tylko niestety, rzuconego słowa już sie nie cofnie. Więc po takim wyznaniu powrót do waszych aktualnych relacji może być niemożliwy. Zaleta: wiesz na czym stoisz i ewentualnie jak nie masz u niej szans, to możesz kontakty schłodzić/zamknąć i ruszać dalej. Albo zdecydować coś innego. Opcja dla cierpliwych, to zachowanie spokoju i subtelniejsza próba zmiany waszej relacji na bardziej chłopak-dziewczyna. I obserwować, co się dzieje. Myślę, że jeśli macie dobry kontakt, to będziesz widział w jakim kierunku to zmierza i ewentualnie wycofasz się. Ja bym chyba bym jednak działała. Jeśli naprawdę Ci na dziewczynie zależy (w końcu przez długi czas chciaeś być sam), to lepsze będzie pokazanie "wiesz czego" niż bezczynne czekanie na jakieś cuda. Szkoda życia, a jeszze Ci ją ktoś może sprzątnąć sprzed nosa. Oczywiście, że może Ci też przejść zauroczenie. Ale może nie. Wiec bardziej będziesz cierpiał będąc nieszczęśliwie zakochanym czy jednak mając jasną informacje na tak lub na nie? W Twojej sytuacji chyba jednak pasuje mi powiedzienie "lepiej żałować teog co się zrobiło, niż tego czego sie nie zrobiło". Na pewno trzeba wziąć pod uwagę, żę ponieważ spotkaliście się obydwoje po trudnych rozstaniach, to dziewczyna może mieć wątpliwości wobec Twoich intencji i niekoniecznie to wszystko bedzie tak proste i łatwe, jak by się mogło wydawać, nawet jeśli ona też jest Tobą zainteresowana. Powodzenia [Ojeju, ale dziś mi się pisarz załączył.:)] 3 Odpowiedź przez tomhet 2015-01-09 23:24:49 tomhet Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-12-30 Posty: 3 Wiek: 31 Odp: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej? robingirl napisał/a:O tej swojej koleżance piszesz niewiele. Dlaczego jest sama? Czy kogoś szuka, czy ma np. w tym momencie życia jakieś inne cele?Starałem się pisać jak najkrócej, żeby nie było wypracowania na parę stron . Aktualnie nikogo nie szuka, czasem wtrąca przy okazji jakichś rozmów w tym temacie, że pasuje jej tak jak jest... ale nigdy nie drążyłem "dlaczego tak?". Sporo pracuje ( wyrabiała nawet dużo nadgodzin, bo brakuje ludzi w firmie w której pracuje ) ale jakiegoś większego konkretnego celu w życiu aktualnie chyba nie ma, raczej standardowe, jak każdy ( przynajmniej niczym takim się nie chwaliła ). Teraz ma mieć trochę więcej wolnego w pracy i chce trochę pojeździć, pozwiedzać, odpocząć od roboty i codzienności... Prócz wycieczki którą planuje i nie chce mi na razie szczegółów zdradzić ( o której w 1szym poście pisałem ) mamy zaplanowane 2 kolejne o ile zgra nam się jakoś wolne w napisał/a:Jeśli w ciagu dwóch lat nie zdarzyło Ci się zauważyć z jej strony zantersowania jako facetem, to niestety możliwe, że jesteś dla niej tylko miłym męskim towarzystwem ale niezwiązkowymPrzez pierwszy rok znajomości, widywaliśmy się jedynie sporadycznie przy okazji jakichś spotkań ze wspólnymi znajomymi. Wiedziałem że ma chłopaka i trzymałem się z daleka. Od zeszłej zimy dopiero odnowiliśmy kontakt, a od mniej-więcej wakacji jest on na obecnym poziomie. Jakieś przebłyski zainteresowania zauważałem ( to jak patrzy na mnie, jak ze mną rozmawia, zaczepia, przytula się itd... ) ale tu problemem jestem ja, tu zaczynam uciekać do przeszłości... Zaczynam nad tym myśleć i wychodzą mi jakieś głupie wnioski i wątpliwości co do interpretacji jej zachowania ( + jej twierdzenie, że chce być sama i jej to pasuje... choć sam tak twierdziłem, aż do teraz... tylko że umysł kobiety a umysł faceta inaczej nieco działa ). I niestety nie potrafię tego wyłączyć, prędzej czy później wszystko analizuje. Manipulacje wykluczam, tego tupu kwestie już przerabiałem i bardzo ostrożnie do takich sytuacji podchodzę, a w tym przypadku zupełnie nic na to nie napisał/a:Możesz od razu kawa na ławę i od razu będziesz wiedział, jakie masz szanse. Jak dziewczę jest ok, to Ci prosto z mostu powie, że tylko kolegą możesz być albo że chce spróbować. Tylko niestety, rzuconego słowa już sie nie cofnie. Więc po takim wyznaniu powrót do waszych aktualnych relacji może być się niestety boję, choć właśnie ku takiemu rozwiązaniu się powoli skłaniam. Mniejszy ból będzie, jeśli spróbuję i nie wyjdzie a relacja się ochłodzi, niż jeśli na razie się będę cieszył z tego co jest, a później męczył jak ewentualnie pojawi się jakiś inny... a wtedy i tak nasze dobre relacje się 4 Odpowiedź przez robingirl 2015-01-10 10:29:59 robingirl Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-03-22 Posty: 433 Wiek: trzecia dekada leci Odp: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej? tomhet napisał/a:Starałem się pisać jak najkrócej, żeby nie było wypracowania na parę stron . Aktualnie nikogo nie szuka, czasem wtrąca przy okazji jakichś rozmów w tym temacie, że pasuje jej tak jak jest... ale nigdy nie drążyłem "dlaczego tak?". Sporo pracuje ( wyrabiała nawet dużo nadgodzin, bo brakuje ludzi w firmie w której pracuje ) ale jakiegoś większego konkretnego celu w życiu aktualnie chyba nie ma, raczej standardowe, jak każdy ( przynajmniej niczym takim się nie chwaliła ). Teraz ma mieć trochę więcej wolnego w pracy i chce trochę pojeździć, pozwiedzać, odpocząć od roboty i codzienności... Prócz wycieczki którą planuje i nie chce mi na razie szczegółów zdradzić ( o której w 1szym poście pisałem ) mamy zaplanowane 2 kolejne o ile zgra nam się jakoś wolne w pracy. Przez pierwszy rok znajomości, widywaliśmy się jedynie sporadycznie przy okazji jakichś spotkań ze wspólnymi znajomymi. Wiedziałem że ma chłopaka i trzymałem się z daleka. Od zeszłej zimy dopiero odnowiliśmy kontakt, a od mniej-więcej wakacji jest on na obecnym poziomie. Jakieś przebłyski zainteresowania zauważałem ( to jak patrzy na mnie, jak ze mną rozmawia, zaczepia, przytula się itd... ) ale tu problemem jestem ja, tu zaczynam uciekać do przeszłości... Zaczynam nad tym myśleć i wychodzą mi jakieś głupie wnioski i wątpliwości co do interpretacji jej zachowania ( + jej twierdzenie, że chce być sama i jej to pasuje... choć sam tak twierdziłem, aż do teraz... tylko że umysł kobiety a umysł faceta inaczej nieco działa ). I niestety nie potrafię tego wyłączyć, prędzej czy później wszystko analizuje. Manipulacje wykluczam, tego tupu kwestie już przerabiałem i bardzo ostrożnie do takich sytuacji podchodzę, a w tym przypadku zupełnie nic na to nie się niestety boję, choć właśnie ku takiemu rozwiązaniu się powoli skłaniam. Mniejszy ból będzie, jeśli spróbuję i nie wyjdzie a relacja się ochłodzi, niż jeśli na razie się będę cieszył z tego co jest, a później męczył jak ewentualnie pojawi się jakiś inny... a wtedy i tak nasze dobre relacje się Tomhet, niestety w kilku postach wszystkiego się nie opowiedzieć Dlatego porady masz na podstawie strzępków informacji, a sam musisz ocenić, jak wygląda całość. Bo to co napisałeś ja mogę zinterpretować zarówno w sposób korzystny jak i niekorzystny dla Twojego zainteresowania nią W wersji "negatywnej" jesteś po prostu wypełniaczem czasu po poprzednim związku, dziewczyna pracuje nad swoją karierą i nad sobą, a Ciebie ma jako ciekawe towarzystwo do spędzania wolnego czasu. Zwłaszcza jeśli np. po poprzednim rozstaniu straciła na rzecz byłego znajomych, to osoba z którą można wspólnie zrobić coś ciekawego, zwłaszcza wyjechać, jest bardzo cennym towarzystwem, niezależnie od płci. Ale nic więcej się za tym nie kryje. Tak, dziewczyny tak czasem umieją "platonicznie". W takiej sytuacji kontakty z czasem kontakty Wam się rozluźnią, szybciej jeśli Ty lub ona kogoś poznacie. We wersji "pozytywnej", trafiliście na siebie w "luce" porozstaniowej. I dziewczyna, jeśli jest rozsądna, być może stwierdziła, że nie będzie się po nieudanym związku pakowała z impetem w następny, gdzie mogłaby być tylko "plasterkiem". Ale widocznie polubiła Cię na tyle, że uznała iż warto sobie dać szansę chociaż na stopie koleżeńskiej (miłe towarzystwo) z takim założeniem "zobaczymy, co będzie". Twierdzenia, że chce być sama mogą zgadzać się z prawda, ale służyć też temu, żeby Ciebie nie wystraszyć (pewnie jeszcze pół roku temu, jak by Ci powiedziała, że kogoś szuka i się Tobą interesuje, to Ty byś uciekł z wielkim krzykiem ). A nadgodziny w pracy może brać z powodów finansowych, zainteresowania pracą, aktualnej potrzeby itd. itp. I tak się to ciągnie, bo obydwie strony nie wpadły na pomysł, żeby coś zmieniać. Trzymam za Ciebie kciuki. Znacie się już wystarczająco długo, żebyś wiedział, jaka "taktyka" będzie potencjalnie najskuteczniejsza dla Ciebie i dla niej. Obserwuj jej zachowania wobec Ciebie, patrz na fakty/zdarzenia - takie banalne stwierdzenie, też może być pomocne. I może zaufaj swojej "męskiej intuicji" ?Niezależnie od tego co zrobisz lub NIE zrobisz - gwarancji i tak nie ma żadnej (w sensie, nawet jeśli ze strachu przed utratą przyjaźni nie zrobisz nic, to po pierwsze się namęczysz a po drugie ona może kogoś zupełnie przypadkiem poznać i przestanie mieć dla Ciebie czas). A chyba lepiej mieć satysfakcję, że się próbowało niż kaca moralnego, że się przegapiło szansę A jak będziesz miał ochotę, to za jakiś czas wpadnij i napisz, jak się sytuacja potoczyła. 5 Odpowiedź przez mrbart 2015-01-10 17:10:11 mrbart Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-01-26 Posty: 327 Odp: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej? Zachowanie dziewczyny, o które pytasz jest tutaj najmniej istotne. Zastanów się lepiej jakie Ty masz oczekiwania i jeśli chcesz z nią być to najzwyczajniej w świecie działaj w tym kierunku, zamiast zadowalać się jakimiś substytutami. Żeby zdobyć kobietę nie można bać się jej stracić. 6 Odpowiedź przez Sara_Iman 2015-01-10 17:35:13 Sara_Iman Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-09 Posty: 21 Odp: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej?U mnie podobny dylemat, tyle że znajomość dopiero bardzo krótka. U Ciebie, jak sam wspomniałeś, zaczęła się od wakacji, czyli trwacie w takim układzie już pół roku. Myślę, że to wystarczający czas, aby wyłożyć karty na stół, zwłaszcza, że dziewczyna chyba wysyła Ci delikatnie sygnały, że jest Tobą zainteresowana. Weź się w garść i przełam strach. Powiedz, jak Ty odbierasz tę relację, że nie potrafisz w niej tkwić w nieskończoność, że jest to dla Ciebie relacja, która prowadzi do czegoś poważniejszego. Jeśli ona powie nie, to będziesz mieć jasną sytuację plus świadomość, że jesteś dla niej tylko kolegą zapychającym emocjonalne luki. A kimś takim nigdy nie warto być. A jak powie tak, to możesz zyskać fajną dziewczynę 7 Odpowiedź przez robingirl 2015-01-11 00:22:23 robingirl Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-03-22 Posty: 433 Wiek: trzecia dekada leci Odp: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej? mrbart napisał/a: dziewczyny, o które pytasz jest tutaj najmniej istotne. Zastanów się lepiej jakie Ty masz oczekiwania i jeśli chcesz z nią być to najzwyczajniej w świecie działaj w tym kierunku, zamiast zadowalać się jakimiś substytutami. Żeby zdobyć kobietę nie można bać się jej - nice picture Aczkolwiek może tutaj ciut na wyrost. Za to z komentarzem się co do meritum zgodzę. 8 Odpowiedź przez tomhet 2015-01-11 00:35:09 Ostatnio edytowany przez tomhet (2015-01-11 00:37:01) tomhet Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-12-30 Posty: 3 Wiek: 31 Odp: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej? robingirl napisał/a:Tomhet, niestety w kilku postach wszystkiego się nie opowiedzieć Dlatego porady masz na podstawie strzępków informacji, a sam musisz ocenić, jak wygląda całość. Bo to co napisałeś ja mogę zinterpretować zarówno w sposób korzystny jak i niekorzystny dla Twojego zainteresowania nią Zdaję sobie z tego sprawę. Pierwszy raz piszę coś takiego na tego typu forum z prośbą o jakąś poradę, tak że szczerze powiedziawszy to nawet nie bardzo wiedziałem jak się za to zabrać, od czego zacząć, co i jak opisać...robingirl napisał/a:W wersji "negatywnej" jesteś po prostu wypełniaczem czasu po poprzednim związku, dziewczyna pracuje nad swoją karierą i nad sobą, a Ciebie ma jako ciekawe towarzystwo do spędzania wolnego czasu. Zwłaszcza jeśli np. po poprzednim rozstaniu straciła na rzecz byłego znajomych, to osoba z którą można wspólnie zrobić coś ciekawego, zwłaszcza wyjechać, jest bardzo cennym towarzystwem, niezależnie od płci. Ale nic więcej się za tym nie kryje. Tak, dziewczyny tak czasem umieją "platonicznie". W takiej sytuacji kontakty z czasem kontakty Wam się rozluźnią, szybciej jeśli Ty lub ona kogoś wiem czy to istotne i są to tylko moje spostrzeżenia i wnioski z naszych rozmów, ale tak mi na myśl przyszły jak to wszystko dziś jeszcze raz przeczytałem. W kwestii poprzedniego związku, ma go raczej za sobą, nie przejmuje się tym co było i żyje tym co jest. Zostały jej tylko złe naleciałości po byłym, typu... niska samoocena czy kompleksy na niektórym punkcie ( np. na punkcie wagi, od kiedy ją znam wyglądała normalnie, a jej były stwierdził, że może by trochę schudła... przy około 170 wzrostu niecałe 55kg, wzięła sobie to wtedy do serca i widzę, że trochę z tego jej do dzisiaj pozostało, choć nie ma ku temu podstaw )robingirl napisał/a:We wersji "pozytywnej", trafiliście na siebie w "luce" porozstaniowej. I dziewczyna, jeśli jest rozsądna, być może stwierdziła, że nie będzie się po nieudanym związku pakowała z impetem w następny, gdzie mogłaby być tylko "plasterkiem". Ale widocznie polubiła Cię na tyle, że uznała iż warto sobie dać szansę chociaż na stopie koleżeńskiej (miłe towarzystwo) z takim założeniem "zobaczymy, co będzie". Twierdzenia, że chce być sama mogą zgadzać się z prawda, ale służyć też temu, żeby Ciebie nie wystraszyć (pewnie jeszcze pół roku temu, jak by Ci powiedziała, że kogoś szuka i się Tobą interesuje, to Ty byś uciekł z wielkim krzykiem ). A nadgodziny w pracy może brać z powodów finansowych, zainteresowania pracą, aktualnej potrzeby itd. itp. I tak się to ciągnie, bo obydwie strony nie wpadły na pomysł, żeby coś bym może nie uciekł , ale te pół roku wstecz nie mieliśmy tak dobrego kontaktu jak obecnie i nie myślałem o niej jak o kandydatce na związek, nie czułem tego co teraz... więc pewnie bym się wycofał, nabrał dystansu jak to zwykłem wtedy robić. U mnie to chyba nawet nie luka porozstaniowa, ponad 2 lata samotności to sporo, pozbierałem się trochę w tym czasie, zmieniłem częściowo otoczenie, zmieniłem pracę na lepszą... tylko to wracanie w przeszłość i myślenie, porównywanie do sytuacji z przeszłości jak się coś między nami wydarzy... i to mnie chyba blokuje przed jakimś zdecydowanym ruchem, żeby coś między nami zmienić ( opisałem w 1szym poście ostatnią dziewczynę z którą byłem, poprzedniczki mimo że było ich mało nie były lepsze. Dały mi tak mocno w kość, że przez jakiś czas nie było mowy o tym, żeby jakaś dała radę się zbliżyć ) Nie porównuję Marty do poprzedniczek ( żebyście mnie źle nie zrozumieli ) w żadnym razie, każdy jest inny a ona jest zupełnie od tamtych inna. Najszybciej zobrazuje to tak... Jak wsadzę rękę w ognisko, to się poparzę... za drugim razem jak ją do innego ognia wsadzę też się poparzę... ale też od razu przypomnę sobie jak się i za 1szym razem poparzyłem... coś w tym kierunku. No ale nic, muszę chyba spróbować jakoś obejść to głupie myślenie i analizowanie... i sprawdzić co się stanie jak raz jeszcze moją przykładową łapę w przykładowy ogień wsadzę robingirl napisał/a:A jak będziesz miał ochotę, to za jakiś czas wpadnij i napisz, jak się sytuacja może być ciężki, żeby temat w którąś stronę przepchnąć, bo po przerwie świąteczno-noworocznej teraz mnie zawalili robotą i chyba się będziemy zmianami większość czasu mijać a nie są to sprawy do załatwiania telefonicznie... ale będę zaglądał i jak się coś wyklaruje to napiszę Dzięki za wszystkie wypowiedzi, dają mi one sporo do myślenia... myślenia raczej w tą pozytywną stronę Pozdrawiam.( btw... mam nadzieję, że to co napisałem ma jakiś sens, bo jestem po 12 godzinach pracy i już nie myślę za dobrze ) 9 Odpowiedź przez enya 2015-01-11 00:57:26 enya Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-31 Posty: 1,158 Odp: Koleżanka... Przyjaciółka? Czy może coś więcej? Jak dla mnie to Ty i ona macie się ku sobie... Wydaje mi się, że ona myśli podobnie jak Ty, a mianowicie jest Tobą zainteresowana, jesteś dla niej kimś bliskim ale się boi, że jeśli zmienicie status tej relacji, jakoś się wobec siebie okreslicie, że chcielibyście wobec siebie czegoś więcej to coś się zepsuje. Nie traktowałabym zbyt poważnie tych jej stwierdzeń, że ona nikogo nie szuka, że dobrze jest jej być samej - bo to tylko schemat obronny. Jednak nie da się na dłuższą metę unikać relacji tylko dlatego, że kiedyś zostało się zranionym. Sam jesteś tego przykładem, zatem jeśli na jej drodze pojawi się właściwy facet to jej założenia też się zmienią. A jest duża szansa, że Ty jesteś dla niej facetem wartym tego aby zaryzykować i na początek zacznij bardziej entuzjastycznie odwzajemniać jej gesty takie jak np. przytulenia itp., zaobserwuj jej reakcję na Ciebie. Jeśli na jakieś subtelne gesty z Twojej strony dotyczący fizyczności, bliskości będzie reagować przyzwoleniem, czy je odwzajemniać to znaczy, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Wtedy możesz pomyśleć o tym by posunąć się dalej i np. z nią pogadać o Was. Kim dla siebie jesteście, jakie macie oczekiwania względem siebie, czego się obawiacie itp. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Twoja córka albo syn przeżywa okres fascynacji koleżanką lub kolegą? Chce się do niego czy do niej upodobnić? Robić i lubić te same rzeczy, mieć identyczne ubrania, pasje i opinie na każdy temat? Brzmi znajomo? Niedawno byłam u koleżanki i jej córki Sonii, pierwszoklasistki. Tak samo mocno jak szkołą była podekscytowana swoją nową przyjaciółką. A właściwie tym, że chce być taka sama jak ona. Mieć kręcone włosy, interesować się końmi i oglądać programy o remontowaniu mieszkań, by móc sobie o nich opowiadać, gdy się zobaczą. Kiedy o dziecięcej potrzebie naśladowania zaczęłam rozmawiać z innymi znajomymi, okazało się, że większość rodziców zna takie historie z własnego doświadczenia – albo to już za nimi, albo zachwyt ich dziecka kimś bardzo mu bliskim jest właśnie na krzywej Oj, przeróżne. Od nadziei, że to minie, przez obserwowanie z zaciekawieniem, jak topnieje nasza pozycja w oczach dziecka, a rośnie znaczenie kolegów i koleżanek, po pełne niepokoju rozważania o sile wpływu, który takie relacje mogą mieć i – nie ukrywajmy tego – mają. Gdyby to ująć w jednym zdaniu, brzmiałoby tak: „Raczej jest trudno”. – Może powiem wprost: potrzeba naśladowania jest naturalna i nie ma w tym niczego dziwnego. Inspirowanie się innymi to normalny etap w rozwoju – podkreśla Marta Szymczyk, prowadząca profil facebookowy Nieszablonowa Pedagożka. Fotografia: Pexels Róż znów w natarciu Więc tak: najpierw był etap różowy, to w przedszkolu. Potem Helenka jakby powoli się z tego wydostała, weszła w umiłowanie błękitnego, granatowego i żółtego. W szkole nowe dzieci, nowe zainteresowania, bardzo polubiła lekcje i wychowawczynię, wydawało się, że nie ma dla niej lepszego środowiska. – Ale potem podjęliśmy z mężem decyzję, że musimy przeprowadzić się w rodzinne strony, bo Kraków robi się dla nas za drogi, a dodatkowo skłoniły nas do tego duże kłopoty ze zdrowiem teściowej. Chcieliśmy być bliżej i móc jej pomagać. Zeszły rok szkolny Helenka zaczęła więc w nowej szkole, w nowym mieście. To była trzecia klasa. Nowe koleżanki najpierw ją trochę przerażały, nie znała ich, wydawało się, że ma kłopot ze znalezieniem grupki, do której mogłaby należeć. Potem była zielona szkoła, po której Helena wróciła przeszczęśliwa, bo zwróciła na nią uwagę Róża, najfajniejsza dziewczynka w klasie. Ucieszyłam się i do głowy mi nie przyszło, że to początek trudnej dla mnie sytuacji – opowiada Zosia, mama Helenki. Ta historia, o której mówi Zosia, rozwijała się powoli. Ma jasne strony: nowa przyjaciółka Heleny jest w klasie bardzo popularna, wokół niej powstało grono dziewczynek, które chcą się koleżankować, bo z Różą zawsze jest wesoło, fajnie się ubiera i ciągle się śmieje. Dzięki temu Helenka szybko odnalazła się w nowym środowisku. To, co niepokoi Zosię, to fakt, że jej córka chciałaby wszystko robić jak jej przyjaciółka. Malować paznokcie na różowo, mieć złoty plecak z cekinami (jak się przesunie ręką po cekinowej kieszonce, to się pojawia kotek w koronie, a jak się zrobi to raz jeszcze, kotek znika, a w jego miejsce pojawia się złote serce, co zdaniem Helenki jest wyjątkowo świetne), mieć różowe swetry i różowe spodnie dresowe, oglądać na Netflixie zdecydowanie za dużo bajek i filmów, wciąż rozmawiać przez kamerki, naśmiewać się z koleżanek, które nie są w ich paczce. Głównie z ich wyglądu, ale też z tego, że na niczym się nie znają, bo nie oglądały tych samych filmików na YT, które już widziały i omówiły Róża, Helenka i reszta ich paczki. – Nie podoba mi się to i się martwię. W sumie nie umiem się zdecydować, czy bardziej tym pędem do naśladownictwa, czy tą bezwzględnością, jaką dziewczyny okazują tym koleżankom, które nie są w ich grupie – dodaje pedagożki Marty Szymczyk na pewno nie zadziała próba zniechęcania dziecka do ważnej dla niego relacji. Wiadomo, że to, co zakazane, smakuje jeszcze lepiej. Natomiast dwie rzeczy, na które warto w takiej sytuacji postawić, to rozmowa z dzieckiem o tym, co jest dla niego istotne w kontaktach z tą ważną osobą, i podkreślanie, że ludzie się różnią pod wieloma względami, a ta różnorodność jest cenna. Dobrym pomysłem jest też tworzenie sytuacji, proponowanie aktywności, które są dla dziecka interesujące, i zapraszanie do nich także jego przyjaciół – to nam daje możliwość wprowadzenia do ich relacji tego, co dla nas ważne i na co chcemy zwrócić uwagę. Zmiana jak na dłoni Ola, córka Maliny, ma dziewięć lat i – jak mówią rodzice – jest miłą, grzeczną i ułożoną dziewczynką. Do tego nieźle się uczy i ma dobre serce. Ideał. – Ale wcale nie jestem pewna, czy Oli też jest tak dobrze z tym, jaka jest. Bo gdyby tak było, chyba nie wskoczyłaby w tę nową relację na główkę? – zastanawia się Malina. Zaczęło się tak: na początku stycznia do klasy Oli dołączyła nowa dziewczynka. Wychowawczyni zrobiła wiele, by dzieci ją zaakceptowały i dość szybko Marysia zaczęła się dobrze czuć w grupie. Wydaje się, że ze swoim usposobieniem gaduły i śmieszki miała łatwiej niż bardziej wycofane i introwertyczne dzieci. Na przykład takie jak Ola. Więc to albo przyciąganie przeciwieństw, albo wspólne zainteresowania, albo coś jeszcze innego sprawiły, że dziewczyny bardzo szybko się do siebie zbliżyły. – Zamknięcie szkół w marcu właściwie dodało tempa rozwojowi tej przyjaźni, bo codziennie rozmawiały z włączonymi kamerkami albo pisały do siebie na komunikatorach. Dość szybko zorientowałam się, jak pozycja Marysi zwyżkuje w oczach mojej córki, bo zmieniło się jej zachowanie. Z fascynacją opowiada o nowej koleżance, dyskutuje w niemal każdej sprawie, no a już w sytuacji, gdybym chciała wyrazić jakąkolwiek wątpliwość w sprawie zachowania jej przyjaciółki, to szybko dyskusje przechodzą w pretensje. Ola podniesionym głosem zarzuca mi, że się czepiam, że nic nie rozumiem i że chcę jej wybierać przyjaciół. Szczerze mówiąc, sama jestem tym zakłopotana, ale wygląda na to, że tak, że rzeczywiście bym chciała – opowiada Malina. Fotografia: Pexels Trudno jej się z tym ułożyć, bo chciałaby szanować wybory córki, ale ten akurat ją bardzo niepokoi. – Z dziecka, które czyta książki, przeobraziła się w osobę, która mówi, że nie ma na to czasu. Jesteśmy rodziną, która bardzo dba o relacje, często dzwonię do moich rodziców, szwagierki i teściów, robimy sobie miłe niespodzianki, po prostu troszczymy się o siebie. Widzę, że to wywołuje rosnące zniecierpliwienie mojej córki, nie ma ochoty rozmawiać o tym, co słychać u babci, ani zastanowić się, co kupić wujkowi na urodziny. Chce tylko rozmawiać o swojej przyjaciółce i ich nowych pomysłach, o serialach, które oglądają, i o tym, co znów źle zrobiła ich wychowawczyni – dodaje Malina. – Zachęcałabym rodziców, żeby próbowali rozmawiać – ale nie o tej nowej ważnej osobie w życiu dziecka, tylko o zachowaniach, które nam się nie podobają. Podpytujmy dziecko, jak się z tym czuje, jak to postrzega. Takie zachęcanie do refleksji pomoże mu samodzielnie sobie różne rzeczy przemyśleć, dostrzec aspekty, których być może nie widzi, a my też lepiej je zrozumiemy. Ale co bardzo ważne: równolegle z próbami uwrażliwiania dziecka warto je wspierać jego samoocenę, by wzrastało w przekonaniu, że jest mądre i może podejmować własne, dobre decyzje. Dzięki temu tworzymy sobie też dobrą przestrzeń do dalszych rozmów – podpowiada Marta Szymczyk. Przeskok Szymon, 10-letni syn Justyny, ma kilku bliskich kolegów, a wśród nich jednego, najulubieńszego. I to właśnie ta relacja przysparza Justynie zmartwień. – Bardzo dbamy o edukację Szymka. Jestem pierwszą osobą w mojej rodzinie z wyższym wykształceniem, więc dobrze wiem, czym jest awans społeczny dzięki edukacji. Pewnie stąd moja wielka fiksacja na tym, by mój syn też dostał to, co najlepsze w szkole i poza nią, i żeby widział – patrząc na mnie i na mojego męża – że to ma sens. Że fajnie jest się uczyć, czytać książki, interesować się światem – opowiada Justyna. I tu zaczyna się kłopot, bo najbliższym kolegą Szymka, no i w ogóle – zdaniem jej syna – najfajniejszym chłopakiem w szkole jest Leon, który uczy się najgorzej ze wszystkich i uważa, że szkoła jest głupia. Szymon naśladuje Leona niemal we wszystkim, zdarza się, że często chłopcy mówią jednym głosem, ich poglądy są identyczne, jakby się umówili, że tak będzie. Fotografia: Christo Anestev, Pixabay – To dla mnie trudna sytuacja, bo rodzina, w której dorasta Leon, to taki dom, z którego i ja pochodzę. Mało zainteresowania dziećmi i ich edukacją, bo w zamian wielka koncentracja na próbie związania końca z końcem, niewiele myślenia o przyszłości, tak jak ją rozumiem teraz. Mówiąc krótko, choć się tego wstydzę, nie chcę, by mój syn przyjaźnił się z tym chłopcem i naśladował jego olewający wszystko styl, bo to miejsce, z którego sama ledwo się wyrwałam – dodaje. Szymek czuje niechęć mamy i bardzo go to denerwuje. Może nawet robiąc jej na złość, często opowiada o pomysłach Leona i patrzy z uśmiechem na jej niezadowolone miny. A co robią rodzice? – Próbujemy włączać Leona w nasze aktywności – zabraliśmy chłopców na weekendową wyprawę do lasu, w którym urządziliśmy grę na orientację, dwa razy próbowaliśmy ich namówić na wieczór z planszówkami, ale na razie bez skutku, no i zastanawiamy się, czy nie zapytać rodziców Leona, czy ich syn mógłby z nami pojechać na tydzień ferii zimowych. Mój mąż ma więcej cierpliwości do tego, jak ważny jest ten chłopiec dla naszego syna, i zaoferował, że będzie ich obu uczył jazdy na nartach – opowiada Justyna. Co o tym wszystkim myśli Szymon? Jest zdania, że rodzice się na siłę wpychają do jego przyjaźni, co nie jest fair. Bo czy on organizuje zabawy dla ich znajomych? No właśnie.***Tyle wyzwań związanych z naśladowaniem, przed którymi stają rodzice, a większość nie jest wcale prosta. A jak radzi sobie z tym mama siedmioletniej Soni, która chce mieć kręcone włosy jak przyjaciółka? Zachowuje pełen spokój: Przecież to minie, tak jak każda jej fascynacja. Wystarczy poczekać. Ciekawe też, co o takich sytuacjach myślą ci rodzice, których dzieci zapragnęły naśladować kogoś, kogo rodzice uważają za dobry wzór do naśladowania. Kogoś, kto uwielbia matematykę i uważa, że konkurs matematyczny Kangurek jest wspaniały. Kogoś, kto uwielbia czytać książki, albo kogoś, kto tak długo wiercił dziurę w brzuchu rodzicom, aż się zgodzili w każdą sobotę jeździć do schroniska, by zabierać psy na spacer. Marta Szymczyk pokazuje jeszcze jeden obszar do przemyśleń: jeśli damy dziecku prawo do jego własnych wyborów, być może do popełniania błędów, to właśnie dzięki temu może się rozwijać i uczyć. W taki sposób dzieci zbierają doświadczenie życiowe i dojrzewają. Ale oczywiście nie zostawiajmy tego bez komentarza – bądźmy w relacji i kontakcie z dzieckiem. Bądźmy uważni na to, co się z nim dzieje. Autorka/autor Ola Rzążewska Jest dziennikarką, psycholożką i specjalistką od komunikacji. Lubi czytać książki, słuchać podcastów BBC i podróżować. Zobacz wszystkie artykuły
napisał/a: inta91 2014-02-02 21:18 Cześć, jestem tu nowa,. Napisałam tutaj, bo chciałabym dowiedzieć się jak na moją sytuację zapatrują się mężczyźni. tekst jest niestety długi, ale nie da się tego opisać krócej, bo to kilka lat z mojego życia... Trochę się chyba emocjonalnie w życiu pogubiłam. Mimo, że skończyłam 1 stopień studiów i jestem po 20stce czuję się trochę niedojrzale i zastanawiam się czy nie miały na to wpływ wydarzenia przez całe studia. Mój problem może wydać się banalny ale dla mnie taki nie jest, bo ja chciałabym urwać kontakt, ale po prostu się nie da. Chociaz sama nie wiem już czy zrywanie kontaktu jest konieczne... Może opiszę pokrótce zachowanie 'kolegi'. Od początku studiów zaprzyjaźniłam się ( może to za duże słowo), poczułam wspólny flow z A. Przez wszystkie lata dogadywaliśmy się super. Ja byłam w związku on też. Żaliliśmy się sobie. Pomagaliśmy. Byliśmy jak rodzeństwo. Kiedyś ludzie brali nas też za mi się fizycznie podobał, ja raczej mu też ( komplementy o urodzie, sylwetce itp). Ale świetnie nam się rozmawiało i spędzało czas. Pisaliśmy codziennie na różne tematy. Najbardziej wkręciliśmy się w swoją znajomość 2 lata temu, kiedy on był w czasie rozstania ze swoją dziewczyną. Nazwał mnie jedną z 4 najważniejszych osób w jego życiu, a także ufał mi itp. Jak to bywa ja się zadurzyłam nie tylko w jego wyglądzie, ale i w psychice ( bo się zwierzał i wybrał mnie na powierniczkę). Jednak wyjechałam na praktyki na cały rok. Mieliśmy super kontakt internetowy. On już nie wspominał o byłej, nasze rozmowy także nie były takie intymne. Kiedy wróciłam do Polski on był pierwszą osobą, która mnie widziała, od razu rzucił mi się na szyje itp. Umawialiśmy się po koleżeńsku na spotkania w galeriach, na kawy, obgadywaliśmy ludzi i cały ten rok kiedy mnie nie było. Pamietam, że przed moim wyjazdem on nie chciał, żebym wyjeżdżała, bo mówił, że jestem mu bliska i mu na mnie w pewien sposób zależy. Na uczelni w tym ostatnim semestrze dogadywaliśmy się świetnie. Nawet wydawało mi się, że mu się podobam i ze mną kręcił. Ja się w to wkręciłam i myślałam, że coś z tego będzie. Jednak on zaczął kręcić z inną dziewczyną... I olał mnie. Na początku miałam pretensje, bo poczułam się oszukana, jednak później olałam. Powiedziałam sobie, trudno tak miało być. Jednak on stał się chamski, obrażał mnie, czasem śpiewał albo komentował sytuacje aluzyjnie, że między nami nic nigdy nie będzie ( on już jest szczęśliwy, bo ma dziewczynę; czasem nawet dawał mi do zrozumienia, że ja mu się nie podobam, albo, że nic go do mnie nie ciągnie ( ??!?)). Tak jakby wykorzystał mnie w momencie nieposiadania dziewczyny do wyżalania się nad życiem, do spędzania czasu itp. A później stał się chamski. Kiedy wypomniałam mu jedno zdarzenie z imprezy, on oczywiście nie pamiętał i zaklinał się, że naprawde, by mi tak nie powiedział, bo mu zależy itp. Mówił, że jestem dla niego ważna i że nigdy by mnie tak nie potraktował. No okej. Musiałam spuścić z tonu, bo studiowaliśmy razem i nie chciałam kwasów grupowych. Jednak później zaczęły się znowu jakieś niesnaski i komentarze. Ja dostałam jakiejś paranoi. Chodziłam jakaś struta. I wtedy kiedy ja np byłam na niego zła on do mnie pisał i się pytał co się stało. Jako jedyny ze znajomych. Tak jakby wiedział o co mi chodzi. I to jest prawda, że od 1 roku mam z nim ten problem, że czasem intuicyjnie wiem co on czuje, powie, zrobi; on czuje to samo w stosunku do mnie, bo mi mówił kiedyś... Ostatnio ( mimo, że ma dziewczynę od stycznia) zrobił mi niespodziankę i dał mi upominek wiele znaczący. Tutaj też mogę powiedzieć - ok jestem koleżanką itp może mnie lubi. Wtedy przy jednym kumplu skomentował sytuację, że takie podarki mają 'podwójne dno' w znaczeniu. Iże robi się je tylko dla bliskich osób.. Ale ostatnio sytuacja jeszcze bardziej się zaogniła. Mimo, że on ma dziewczynę na uczelni do mnie się kleił, mówił, że mnie uwielbia, bardzo lubi. Że jestem dla niego ważna, rozumiemy się bez słów.. Wypowiedział to przedwczoraj, dzień przed końcem zajęć. Byłam w szoku, bo jednak kto się tak zachowuje kiedy ma dziewczynę? Tylko boję się jednego, że on jakby robi sobie ze mnie koło ratunkowe. Zawsze mi mówił, że może mi się wygadać, ja jemu i możemy sobie ufać; jednak jego zachowanie ostatnio na uczelni wskazuje jakby naprawdę mu zależało albo coś... To jest dziwne.. Ja chciałam po prostu odciąć kontakt, bo dziwnie się czuję i jakby wszystko już mi się miesza - bo nie oszukujmy się- chciałabym, żeby między nami coś było. Ale nawet teraz przy nim czuję się już skrępowana. Bo co za dużo to niezdrowo, ale on do mnie pisze nawet jak się nie widzimy i ja siędzę na offline... Tak jakby nie chciał ze mną stracić kontaktu, bo co? Bo mnie bardzo lubi? Bo mu na mnie zależy? ( nie oszukujmy się, jak on się w stosunku do mnie w taki sposób zachowuje, ja od razu sobie myślę, że mnie podrywa i w pewien sposób mi się to podoba, bo lubię byćkokietowana...) Kiedy mówię mu , że jego zachowanie mnie boli czy nie wiem co mam sobie myśleć,on wtedy uważa, że nigdy by mi krzywdy nie zrobił albo wmawia mi , że to ja nadinterpretuję zachowania. ALe przy mnie obecnie o swojej dziewczynie nie mówi zupełnie. Nie chciał mnie zaprosić na urodziny, gdzie ( uslyszalam potem) zaczal oficjalnie być z nową dziewczyną. A ostatnio nazwał mnie kumplem z paczki , więc nie wiem czemu się tak cieniuje... I teraz Panowie, wiać czym prędzej czy olać i traktować jak kolegę ( bo ma dziewczynę?notabene od stycznia czyli krótko ale zawsze) czy zupełnie odciąć kontakt , bo koleś robi sobie ze mnie 'koło ratunkowe', przyjaciółkę do wypłakania, kiedy jest singlem? Ja go lubię bardzo i fajnie mi się ze mną rozmawia. Kiedy był singlem i w taki sposób się do mnie zachowywał, myślałam, że coś jest na rzeczy.. jednak on zachowuje się tak w stosunku do mnie i mówi te wszystkie ( możliwe że bajery) rzeczy kiedy ma dziewczynę...I się na mnie tak patrzy jakby chciał mnie pożreć wzrokiem, a później i tak siedzi i smsuje do laski (?) Proszę o radę, teraz mam ten komfort , że już studia skończyłam i nie będziemy się widzieć . Tylko, że jestem pewna tego, że on do mnie znowu zacznie pisać i będzie chciał się spotykać kiedy mu z nią nie wyjdzie. I znowu będzie się tak zachowywał.. PS : Jestem naiwna i głupia prawda? Czy po prostu wg was koleś mną pogrywa bo ja się na to godzę? Proszę o krytykę, bo chciałabym się lepiej poczuć psychicznie. I jednak tylko kubeł zimnej wody będzie dobrym pomysłem. Pozdrawiam
zapytał(a) o 14:33 Jestem dla niego kimś więcej niż koleżanką? Czy ja mu się podobam? Często na mnie zerka, dał mi nawet prezent na dzień kobiet, uśmiecha się do mnie, rozmawiamy często, spacerujemy po szkole, mówił mi że mnie bardzo lubi, i tak sama nie wiem. bo ja jestem w nim mega zakochana i maasakra *-* On ma niedługo urodziny, może powiedzieć mu co do niego czuję?Jak rozmawiam z jakimś innym chłopakiem to on od razu się tak jakby "obraża" na mnie, nie odzywa się do mnie ani nic, a nie daj Boże żeby jakiś się do mnie przytulił, czy "klepnął" bo wtedy to nawet do niego nie ma sensu się pierwsza odzywać xd On chyba się trochę zorientował że ja go lubię bardzo, tym bardziej że moja super inteligentna koleżanka, tak jak mi się tłumaczyła, "wymskło jej się i on chyba o tym wie", ale nigdy o tym mi nie wspominał... nie wiem. doradźcie coś, bo powoli nie mogę tak się kryć z przyłapałam go na przerwie, jak na mnie patrzył, nasze oczy się spotkały (xd) on się uśmiechnął a ja oczywiście jak to ja spaliłam buraka i odwróciłam się. na lekcjach też na mnie patrzy. czasami odprowadza mnie do autobusu ze szkoły... ;> aż mnie w brzuchu łaskocze jak przebywam z nim :> jejj. proszę, odpowiadajcie. :> jeśli już miałabym mu to powiedzieć, to jak? w jakich okolicznościach?Dodam, że do odważnych nie należę, więc trochę się boję mu to wyznać. Odpowiedzi Tak , podobasz się mu . Jesli jesteś nieśmiała to napisz mu eska . Tak się przewarznie zaczyna... kuna45 odpowiedział(a) o 14:39 Podobasz mu się... napisz mu eskę co do ng czujesz... a reszta załatwi się sama мαńкα .♥ odpowiedział(a) o 14:53 Jak dla mnie jest oczywiste że mu się podobasz. Jednak nie wiem, co to jest za chłopak. Być może jesteś dla niego kolejną zdobyczą, wyzwaniem, ale oczywiście nie stwierdzam, że tak jest. Najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa, szczere i otwarte wyznanie mu tego, co czujesz. Jeśli jest debilskim kobieciarzem , dzieciakiem, to zwieje, ucieknie, zerwie kontakt ( ale wtedy co cię to obchodzi, skoro i tak nie był wart? ) . Natomiast jeśli jest dobrym facetem, to na 99 procent czuje to co ty. A wtedy już tylko wystarczy żyć długo i w jakich okolicznościach. Jak dla mnie najlepszy byłby zwykły spacer. To takie... romantyczne :) Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
jestem dla niego koleżanką czy kimś więcej